…to brutalne tsunami miotające sercem i rozszarpujące je na cząstki…

Moja blogowa przyjaciółko, sama nie wiem czego chcę. Mam w sobie tyle emocji, że muszę je gdzieś wyrzucić. Są wakacje, sezon urlopowy, wszędzie – nawet u mnie – powinno panować szeroko rozumiane odprężenie. Ale ja w dalszym ciągu jestem spięta. Jakoś nie potrafię przestać myśleć o tym co mnie boli i czego nie mogę mieć. Zamiast skupić się na tym co mam i co daje mi radość i poczucie bezpieczeństwa to jestem skupiona na tym czego nie mam i co nie dopełnia mojego szczęścia.

Jutro zobaczę się z moją dobrą koleżanką. Zobaczę też jej niespełna roczne maleństwo. Bardzo się cieszę na spotkanie z nimi, zawsze dobrze się rozumiałyśmy, a że nie widziałyśmy się sporo czasu, to wiem, że na pewno będziemy miały mnóstwo tematów do rozmów.

Ale wiem też, że po tym spotkaniu będę cierpieć. Podświadomie znów rozdrapię swoje rany, znów będzie mnie to w środku bolało. Znów napatrzę się na maleńkie cudowne dzieciątko i znów kolejny raz będę płakać po cichu w pustym kącie.

Taki jest właśnie los kobiety cierpiącej na niepłodność. Mam wahania nastrojów, popadam ze skrajności w skrajność: przez pewien czas smutek i przygnębienie są na porządku dziennym, bo czuję się niepotrzebna i niedowartościowana, a szczególnie nie czuję własnej kobiecości. Innym razem tryskam radością z byle powodu, bo nagle zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko posiadam bardzo wiele i muszę to doceniać. W tej wędrówce są góry i doliny, najpierw zmierzam pod górę, wspinam się i mam chwile zwątpienia, bo czuję, że nie dam już rady, potem jestem na szczycie i przez chwilę nie martwię się niczym, innym razem jest już lżej, schodzę z tej góry i wpadam znów w dolinę, z której za chwilę ponownie muszę się jakoś wydostać. Wszystko przychodzi falami, raz jest to fala nieskończonego smutku i nostalgii, innym razem spokój wewnętrzny i wyciszenie niczym gładka tafla wody latem. Czasami jest to atak burzy i sztorm w umyśle, innym razem jest to brutalne tsunami miotające sercem i rozszarpujące je na cząstki.

Nie ma w tym ani kszty regularności. Nie ma żadnej stabilizacji. Każdy dzień przynosi swoje nowe doświadczenia, bez pytania o humor, bez troski o samopoczucie. Po prostu włada  mną i moimi emocjami. Kiedy to minie…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s