Nieudany pierwszy transfer in vitro i długi zimowy spacer z moim ukochanym mężem

Wynik transferu znałam już wczoraj, ale miałam w sobie tyle emocji, że nie chciałam wrzucać żadnych marudnych, negatywnych i płaczliwych postów. Dlatego piszę dopiero teraz, kiedy jestem mniej-więcej w stanie stagnacji emocjonalnej. 

Byłam dziś na bardzo długim spacerze. Biały, puszysty śnieg wyleguje się na ziemi, słońce subtelnie rozświetla świat i mimo, że przez okno wygląda jakby na dworze było całkiem przyjemnie to ubrałam się ciepło, żeby nie zmarznąć. Śnieg pod butami nie skrzypiał, bo temperatura nie była tak niska, ale delikatne mroźne powietrze łaskotało mnie w nos i policzki. Mimo, że jestem typowym zmarźlakiem to stęskniłam się za zimą.

W spacerku towarzyszył mi mój mąż, który bardzo mnie wspiera i też bardzo przeżywa to co nas spotyka. Długo chodziliśmy, rozmyślaliśmy, wyciszaliśmy głowy. Rozmawialiśmy – najpierw o in vitro, transferze, niepowodzeniu i naszych emocjach. Potem o kolejnym podejściu, o dalszej walce. A potem o wyjeździe w góry i relaksie. Ulepiliśmy nawet wielkiego bałwana w ogrodzie i rzucaliśmy się śnieżkami 🙂 Bardzo się kochamy i mamy ogromne szczęście, że siebie mamy. I mimo, że nadal jestem bardzo zawiedziona to wyciszyłam się i uspokoiłam trochę myśli.  

Kiedy byłam na punkcji jajników (pobraniu komórek) poznałam tam dziewczynę, która miała zabieg zaraz po mnie. Leżałyśmy na jednej sali. Była ode mnie starsza – 6, może 8 lat. Rozmawiałyśmy chwilę przed zabiegiem, powiedziała mi, że przechodzi ten zabieg już trzeci raz, a transfer będzie miała już po raz szósty. Zatkało mnie i nie wiem co powiedzieć do dziś. W szczególności dziś… kiedy mój pierwszy transfer okazał się porażką.
…kiedy nasza przepiękna wzorowa kruszynka oznaczona bardzo dobrymi parametrami 4AA po prostu zwyczajnie nie znalazła u mnie miejsca dla siebie.
…kiedy obiecując sobie, że nie będę się nakręcać zwyczajnie się nakręciłam.
…kiedy miałam nie wiązać z transferem żadnych nadziei, wiązałam je, i to bardzo mocno.
…wyobrażałam sobie, że to już się dzieje i podświadomie nastawiałam się na dobre wieści.
Muszę to „odchorować”, przetrawić i zaakceptować, a potem znów zacząć funkcjonować i żyć dalej.

Dziś wieczorem ostatecznie podejmiemy decyzję o wyjeździe do Zakopanego, chcemy pojechać w nasze ulubione miejsce na kilka dni złapać oddech po tym co się wydarzyło, obojgu nam przyda się chwila odpoczynku.

Chciałabym podziękować również Wam dziewczyny – za całe wsparcie, którego mi udzieliłyście. Oprócz komentarzy pod wpisami dostałam też od Was kilka maili ze słowami wsparcia i otuchy i chciałabym Wam podziękować za to, że nie zostawiłyście mnie samej z moimi myślami, że trzymacie za mnie kciuki i życzycie mi naprawdę wszystkiego najlepszego. DZIĘKUJĘ WAM!!!

Dobrego wieczoru kochane  

7 uwag do wpisu “Nieudany pierwszy transfer in vitro i długi zimowy spacer z moim ukochanym mężem

  1. Dobrze, że macie siebie nawzajem i że to , co się stało nie oddaliło Was od siebie.
    Pamiętam jeszcze przed procedurą ustaliliśmy, że to będzie jedyne podejście, żadnych więcej stymulacji, raz i koniec. Ale potem, właśnie po punkcji, gdy nie wiedziałam jeszcze ile zarodków mamy, poczułam coś takiego, że nie poddam się od razu, że spróbujemy z kolejną symulacją jeśli będzie trzeba. Nie wiem skąd wzięły mi sie te myśli, ale ivf wywołuje siłą rzeczy takie emocje, nadzieje, wiarę, że jednak są realne szanse…
    Ja cały czas trzymam kciuki i wierzę że ten kto walczy o swoje marzenia, w końcu doczeka się ich spełnienia.

    Polubienie

    1. Dziękuję Marysiu, ja wczoraj w pierwszym momencie chciałam wszystko rzucić, zaprzestać walki, odpuścić. Ale tak jak mówię, w takich emocjach nigdy nie można podejmować decyzji. Dziś chcę podejść drugi raz, a mój mąż nawet pociesza mnie, że przecież oprócz tego jednego zarodka zostało nam jeszcze 9 komórek, które w każdej chwili można zapłodnić i spróbować jeszcze raz. Zbieram siły do kolejnej nierównej walki, dziękuję :*

      Polubienie

  2. Kochana nigdy nie wolno się poddać. Ja za drugim razem będąc w ciąży, tuż po tym jak poroniłam, też pomyślałam, że już nie chcę, nigdy więcej, bo boję się przeżyć to kolejny raz.
    Jednak „co nas nie zabije, to nas wzmocni” i coś w tym jest, z każdego rozczarowania, choć bardzo boli, wychodzimy silniejsi i na pewno damy radę walczyć o marzenia.
    Niestety nie da się podejść bez emocji, nie przywiązywać. Jak staraliśmy się o dzidzię, w każdym miesiącu wierzyłam, że się udało i czekałam na dwie kreski (choć miałam się nie nastawiać), ale tak to już jest.
    Ale przecież mamy myśleć pozytywnie, więc zawsze trzeba wierzyć, że wszystko będzie pomyślnie. Trzymaj się ciepło i walcz !! Trzymam kciuki 🙂

    Polubienie

      1. Wiem, że jest ciężko, że każda porażka boli okrutnie, ale walcz. Walcz tak jak my walczymy i czekamy na szczęście 😊 Marzenia się spełniają.

        Polubienie

  3. Jakże strasznie przykro mi czytać takie wpisy 😦 Sama dokładnie pamiętam jak się wtedy czułam i wiem jak Ty się czujesz teraz. I gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że tyle będę musiała przejść i to potrwa tak długo, to wylądowałabym w jakimś wariatkowie chyba… Na szczęście nie miałam szklanej kuli i pomalutku, małymi kroczkami szliśmy do przodu. Przyznaję, można się wkręcić w to wszystko. Jak nie być głodnym skoro jesteś głodna? Jak nie być spragnionym skoro chce ci się pić?j I w końcu jak nie pragnąć dziecka skoro go pragniesz? … Jedźcie do Zakopanego, wracajcie z nowymi siłami, zwłaszcza, że tyle dziaciaczków jeszcze na was czeka na zimowisku 🙂 I co najważniejsze, trzymacie się razem. Bo przecież nie ma nic piękniejszego, jak miłość w takich chwilach, pomimo trudności, pomimo krętej drogi nie na skróty. Każdy potrafi być obok jak jest dobrze, ale nie każdy potrafi podać rękę, gdy tego potrzebujesz.
    Wspieram Cię całym sercem ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci kochana, zbieram siły do kolejnej walki, nie mogę się poddawać, w szczególności teraz i dobrze, że mój kochany mąż mnie trochę „wyprostował” jak zaczęlam szczerze wątpić 😉 nasz wyjazd do Zakopanego jednak się nie uda, ale planujemy krótszy weekendowy wyjazd gdzieś bliżej 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s