In Vitro – temat nadal kontrowersyjny…

Zauważyłam, że w dzisiejszych czasach temat in vitro jest nadal tematem kontrowersyjnym – z jednej strony coraz bardziej powszechnym, z drugiej zaś strony nadal jest tematem tabu, rzeczą, o której nikt nie chce i obawia się rozmawiać, a przede wszystkim wiele osób nadal nie akceptuje tej metody.

Ostatnio oglądałam jeden z odcinków serialu Diagnoza, w którym to pielęgniarka Wanda po 8 latach bezskutecznych starań o dziecko dowiaduje się, że dla niej jedyną szansą na ciążę jest zapłodnienie in vitro. Mąż Gerard dowiadując się tego od lekarza wybiega z gabinetu i oznajmia żonie, że nie zgadza się na żadne in vitro, bo on nie chce mieć dziecka z probówki. Małżeństwo wraca do domu, żona podejmuje drugą próbę rozmowy w domu, wyjaśnia mężowi swoje powody i frustracje, a on odpowiada jej ponownie, że nie wyraża zgody na dziecko z probówki i dodaje, że skoro sytuacja tak wygląda to widocznie oni muszą żyć bez dziecka. Wanda wyprowadza się z domu.

Przykro było mi patrzeć na te sceny, mimo że wiem, że jest to tylko serial to bardzo utożsamiam się z takimi sytuacjami. Nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż nie zważając na mnie i na moje potrzeby sam podjął decyzję i przekreślił leczenie. Sama nie wiem co zrobiłabym na miejscu bohaterki, sam fakt 8-letniego leczenia i starań mnie już przeraża, ja mam za sobą 4 lata tej walki i już prawie rzuciłam rękawice… A gdyby to był dwa razy dłuższy okres? Pewnie dziś byłabym w zupełnie innym miejscu i nie wiem czy faktycznie nie rzuciłabym swoich rękawic… A wracając do bohaterki pewnie też podjęłabym radykalny krok i w sytuacji braku dialogu z mężem po prostu wyprowadziłabym się, żeby go otrzeźwić lub zacząć w końcu myśleć o sobie. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy tej pary, w szczególności ciekawi mnie czy Gerard przemyśli ten temat i czy zacznie w ogóle o tym rozmawiać, bo dziś mam wrażenie, że bierze pod uwagę tylko swój własny pogląd i własne potrzeby nie patrząc na to, czego potrzebuje jego żona.

Wracając do kontrowersyjności tematu in vitro, ostatnio po rozmowie z pewną osobą zaczęłam zastanawiać się nad generalnym podejściem społeczeństwa do tego tematu. Mianowicie podczas wspomnianej rozmowy w dobrej wierze zostałam „poinstruowana”, aby pod żadnym pozorem nie mówić nikomu o tym, że moje dziecko pochodzi z in vitro. No nie ukrywam, że trochę byłam oburzona, bo poczułam się jakbym była uważana za osobę, która rozmawiając z kimkolwiek będzie obwieszczać światu w jaki sposób zostało poczęte jej dziecko – przecież o takich rzeczach się nawet nie mówi?!!! 😬😲 Ale jak już wspomniałam było to powiedziane w dobrej wierze, więc chodziło o to, abym nawet nikomu się nie zwierzała i nie opowiadała szczegółów, bo przecież ludzie są okrutni, większość z nich tego nie zrozumie, będą mieli powód do różnych dyskusji i plotek, a nie daj Boże w przyszłości ktoś złośliwie powie mojemu potomkowi o tym, że „pochodzi z probówki”. W sumie to mimo mojego wewnętrznego oporu i poczucia, że nie zgadzam się z takim podejściem to jednak całą sobą zgadzam się z tym, że ludzie tak właśnie myślą.

leczenie_niepłodności_terapia_in_vitro_droga_nie_na_skroty

Sama niedawno byłam świadkiem rozmowy moich koleżanek, podczas której przekonałam się, że moje pokolenie wcale nie jest uświadomione i że wręcz przeciwnie – ma poglądy (za przeproszeniem) starych dziadków《pisałam o tym tutaj》 – uważa, że nawet samo przyjmowanie leków i hormonów powoduje, że Twoje dziecko nie jest poczęte zupełnie naturalnie, że babcia takiego dziecka nie jest do końca prawdziwą babcią, czy to więc oznacza, że po zapłodnieniu in vitro nie jesteś już w ogóle prawdziwym rodzicem? Że to dziecko jest jakieś „na niby”?! Z czego wynika to podejście? Być może z tego, że żadna z tych kobiet nie doświadczyła tego problemu, bo niestety dziś jest tak, że problem niepłodności rozumieją tylko ci, którzy albo osobiście tego doświadczyli albo doświadczyli tego ich bliscy, bo o tym się nie rozmawia, to jest nadal temat tabu. A może wynika to po prostu z tego, że ludzie nie mają zwykłej świadomości, że za mało mówi się i pisze czym jest niepłodność, że to taka sama choroba jak inne, o tym co potrafi nauka i w jaki sposób pomaga ludziom, że nie jest to wcale nic złego…

Nie chciałabym, żeby problem niepłodności przybrał większy kształt i rozmiar, bo życzę każdej kobiecie, aby mogła zajść w upragnioną ciążę nie doświadczając tego, co musieliśmy doświadczyć my i inne niepłodne pary w trakcie kilkuletniego leczenia, wiecznego czekania, frustracji i dosłownej walki o spełnienie pragnienia. Być może jestem człowiekiem małej wiary, ale jestem głęboko przekonana, że dzisiejsze społeczeństwo nie jest w stanie zrozumieć tego problemu dopóki on nie dotknie go bezpośrednio (lub chociażby pośrednio). Dlatego ja faktycznie nie rozmawiam o tym z nikim i nie opowiadam o swoich doświadczeniach, a kiedyś być może powiem o tym komuś, kto będzie w tym samym miejscu co ja i kto będzie potrzebował wsparcia i rozmowy. 

9 uwag do wpisu “In Vitro – temat nadal kontrowersyjny…

  1. Przerażająca jest świadomość ludzi, a raczej brak świadomości..
    To naprawdę takie istotne w jaki sposób dziecko zostało poczęte? Czy są osoby, które opowiadają, że jedno dziecko zostało poczęte w kuchni na blacie, czy w sypialni przy zgaszonym świetle…?
    Najważniejsze, że pod Twoim sercem rozwija się cud, dzieciątko, na które tyle czekaliście. To jest najważniejsze. I nic więcej nie powinno się liczyć.

    Polubienie

    1. Oczywiście, dla mnie fakt mojego dzidziusia pod serduszkiem liczy się najbardziej i zrobię wszystko, aby dzidzia była zdrowa i szczęśliwa najpierw w brzuszku mamusi, a potem z nami na świecie 😊 W sumie głównym wątkiem wpisu miała być scena z serialu, a trochę jednak mnie poniosło 😁 Nie chcę walczyć z brakiem świadomości u ludzi, mam już teraz inne sprawy na głowie 😊

      Polubienie

  2. Serial to tylko serial, nawet, jeśli atakuje mnie ze wszystkich możliwych bilbordów w okolicy 😉 Tak naprawdę opinię obcych ludzi można wsadzić,,, w komin. Tylko, że to obcy ludzie tworzą społeczeństwo. I tłum. Nie sądzę, by w Pl nastąpił powrót do pogromów, ale… ale na ten przykład czytam doniesienia, jak legalne marsze zostały odwołane, bo grupka przeciwników siadła na drodze i obawiano się o ich życie i zdrowie. Czyli rozwiązania siłowe zawsze w cenie. Czyli – niestety – nie chwal się. Bo to cudowne, że leczenie się powiodło, ale ludzie…. ludzie tworzą naszą rzeczywistość, a nie chcesz, by tworzyli koszmar. Głupie słowa mogą zranić – i nie chodzi o Ciebie, wybacz, tylko o Dziecia. A Dziecia chronić musisz. A poza tym co u Was? Coś dokupiłaś do pokoiku? Czy leżysz i czytasz poradniki? Od pewnej ilości poradników się głupieje, bo zazwyczaj są sprzeczne!

    Polubione przez 1 osoba

    1. ☺ Całą majówkę spędziliśmy wspólnie z mężem odpoczywając, relaksując się i jeżdżąc ewentualnie na jednodniowe malutkie wycieczki. Także na zakupy nie było czasu, a w tym tygodniu planuję zakup pierwszych typowo ciążowych ubrań dla siebie, bo zwykłe spodnie już dawno zaczęły cisnąć 😉

      Polubienie

      1. Lato jest, możesz chodzić w luźnych kiecach, takich pstrokatych, hawajskich 😉 Bo spodnie ciążowe to są takie z wysokim stanem, rozciągliwym, komin się to chyba nazywa – i gorąco w tym jak piorun 😉

        Polubienie

  3. Na początku naszej drogi, zaraz po diagnozie byłam pewna, że ivf nie jest dla mnie, że nigdy się na to nie zdecyduję. Kłóciliśmy się o to, bo ja byłam za adopcją a on za ivf. Żadne nie chciało popuścić. Widziałam jego cierpienie, jak bardzo ta diagnoza go zmiażdżyła. I chyba to najbardziej na mnie wpłynęło. Zaczęłam się interesować tematem ivf. Dopiero, gdy trafiłam na blogi pisane przez osoby, które przez to przeszły, przekonałam się, bo zauważyłam, że nie jest to tak jak media kreują. I dzięki tym blogom jestem w tym miejscu…szczęśliwa.

    Polubienie

    1. Nic nie oddaje tego wszystkiego tak jak relacje prawdziwych ludzi, którzy przez to przeszli. Media i partie polityczne czasem nie zdają sobie sprawy z pewnych rzeczy i przede wszystkim z własnej perspektywy nigdy tych pewnych rzeczy nie dostrzegą. W szczególności jak ktoś nigdy nie miał swojej rodziny i mieszka tylko z kotem 😉😁
      My oboje nie mieliśmy wątpliwości co do ivf, adopcja nie wchodziła w grę, bo zwyczajnie nie byliśmy jeszcze na to gotowi. Ale blogi osób, które były w trakcie lub po tej procedurze też bardzo mi pomogły.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s