Mleczna przygoda – plany a rzeczywistość

Pierwsza i podstawowa zasada, jaką powinniśmy kierować się przy maleńkim dziecku to: NICZEGO NIE PLANUJ. A jak już zaplanujesz to niech to będzie plan wstępny / ramowy, czyli taki, który dopuszcza wszelkiego rodzaju poprawki, zmiany, a nawet rezygnację i wdrożenie nowych rozwiązań.

O nieplanowaniu za każdym razem powtarzała nam położna w szkole rodzenia i na warsztatach, za każdym razem przytaczała przykłady innych dziewczyn, które zderzyły się z rzeczywistością i upadły pod ciężarem nowych wyzwań. Ja nie chciałam niczego planować, mówiłam otwarcie o tym, że życie wszystko nam pokaże, jednak w tym samym czasie założyłam sobie, że BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Mało tego – karmić będę do 6. miesiąca życia małej. Czyż to nie był PLAN? 😉

Ja o wszystkim przekonałam się już w drugiej dobie życia mojej córeczki. Moim planem było wyłączne karmienie piersią, dlatego też tak bardzo zależało mi na porodzie naturalnym, po którym łatwiej rozpoczyna się laktacja. W trakcie ciąży wybrałam sobie odpowiednią położną, która jest również doradcą laktacyjną, a także dwukrotnie wzięłam udział w warsztatach laktacyjnych, na których „na żywo” odbyła się prezentacja przystawiania dziecka i karmienia piersią – co i jak robić, a czego i jak nie robić, aby wszystko przebiegało z karmieniem prawidłowo. Teorię znałam doskonale. W pierwszej dobie w piątek moja córcia była wykończona porodem, więc spała tak naprawdę od 14:00 do późnej nocy. W nocy pierwszy raz obudziła się na karmienie i cały czas chciała tulić się do piersi, więc spałyśmy w łóżku razem, cmokając i tuląc się co chwilę do cycusia. Następnego dnia w sobotę, czyli w drugiej dobie życia mała miała już bardzo silny odruch ssania, więc przystawiałam ją do piersi w każdej chwili kiedy tego chciała. W piersiach nadal miałam tylko siarę, więc zależało mi, aby mała pobudzała proces produkcji, bo wiedziałam, że na drugi dzień będzie już naprawdę głodna, więc chciałam spełnić jej oczekiwania. Mimo stosowania prawidłowej techniki przystawiania dziecka do piersi moje brodawki odmówiły posłuszeństwa, były poranione i obolałe, w niedzielę nie byłam już w stanie ich nawet dotknąć. Zosia ma bardzo silny odruch ssania, i napewno ta cała sytuacja była spowodowana tym, że mała wisiała na mnie jak na smoczku, czasem będąc głodna, a czasem po prostu chcąc się przytulić i „pocyckać” pierś. Dlatego dostała ode mnie smoczek już w drugiej dobie życia, bo ssała też paluszki jak szalona.

W sobotę w nocy byłam już zmuszona poprosić pielęgniarki o dokarmienie małej odrobiną mleka modyfikowanego, ponieważ ja nie miałam tyle pokarmu, a Zosia była głodna. Z bólem serca patrzyłam jak pielęgniarka podaje mojej malutkiej kruszynce butelkę z mieszanką, przecież nie tak miało być… W niedzielę nadal nie mogłam karmić, każde przystawienie małej kończyło się ogromnym bólem i łzami, więc ponownie prosiłam personel o dokarmienie, a w tym czasie mój mąż pojechał do apteki kupić dla mnie laktator. Ściąganie mleka było okupione ogromnym bólem, nie wspomnę już, że ilość mleka pozostawiała wiele do życzenia, szczególnie zdaniem Zosieńki, która w ogóle się nie najadała. Praktycznie cała niedziela i poniedziałek minęły nam w ten sam sposób – dokarmianie butelką. A ja chodziłam załamana, ze łzami w oczach, bo przecież MÓJ PLAN BYŁ ZUPEŁNIE INNY…

W poniedziałek wróciłyśmy do domku, jednak od tamtej soboty przez kilka dni (właściwie do dzisiaj) musiałam się wypłakiwać i przerobić w głowie kwestię tego karmienia, nie wiem dlaczego tak to wzięłam do siebie…  Kilka dni zajęło mi przerobienie w sobie całej tej sprawy i zaprzestanie wyrzucania sobie, że nie potrafię nakarmić własnego dziecka, a do tego doszedł jeszcze dość porywczy charakter małej, bo tak jak zazwyczaj jest spokojniutka tak jeśli chodzi o głód to nie ma zmiłuj, jeśli w ciągu minuty jej potrzeba nie zostanie zaspokojona to zaczyna okropnie histerycznie płakać. I niestety moja pierś nie jest dla niej w żaden sposób wystarczająca, bo mimo że mogę już karmić i mam dość dobrą laktację mała bardzo się niecierpliwi i denerwuje przy piersi, pewnie dlatego że zasmakowała już łatwiejszego i szybszego jedzenia z butelki…

Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale znów pokazałam sobie jak bardzo nie potrafię odpuszczać, być może to też trochę dlatego, że moja położna bardzo naciskała na kwestię karmienia naturalnego i ona chyba też trochę wywarła na mnie tak jakby presję lub takie właśnie ciśnienie – zresztą w przyszłym tygodniu czeka mnie jeszcze oznajmienie jej o dokarmianiu butlą. Mój mąż stanął tutaj na wysokości zadania, bo cały czas wspierał mnie dobrym słowem i przede wszystkim wytłumaczył mi, że to nie ma znaczenia w jaki sposób karmię, ważne aby Zosia była najedzona i szczęśliwa, a szczęśliwa nie będzie jeśli jej mama będzie niespokojna. Dlatego dziś nie mam już sobie niczego za złe, moje mleko odciągam laktatorem, więc Zosia w ciągu doby zjada ok. 6 porcji mleka modyfikowanego i ok. 4 porcje mojego odciągniętego mleka (a może jeszcze bardziej się rozkręcę…?). Nie byłabym w stanie zaspokoić jej głodu tylko swoim mlekiem. I nie mam już do siebie o to pretensji. Bo podstawą jest nie planować. I być spokojną, bo spokojna i szczęśliwa mama to spokojne i szczęśliwe dziecko ❤

Reklamy

38 uwag do wpisu “Mleczna przygoda – plany a rzeczywistość

  1. Spokojnie, ważne, by Zosieńka była zadowolona. Doradcy laktacyjni bardzo naciskają, czasem za bardzo, ale pamiętaj, że oni [one w zasadzie 😉 ] z tego żyją. A do siebie wzięłaś – ponieważ hormony też mają swoje do powiedzenia. Za pół roku nabierzesz dystansu.

    Polubienie

    1. Masz rację, zresztą ta moja położna naprawdę lubi to co robi i generalnie ma przysłowiowego „fisia” na punkcie karmienia naturalnego, pewnie będzie mnie jeszcze cisnąć, ale jakoś jej to wytłumaczę 😉😉😉
      Serio pół roku? To brzmi jak wyrok 😁

      Polubienie

      1. Może je tak specjalnie dobierają? Albo jakaś indoktrynacja w czasie szkolenia?
        …jak się chwilę zastanowić, to jest dożywocie, a pół roku to wersja demo, bo hormony trzymają 😉

        Polubienie

  2. Sopoko ja niczego nie planowałam, tzn. planowałam urodzić, a poza tym zero planów. Ja nie miałam dużo pokarmu, ale udało mi się karmić małą do 3 miesiąca. Od poczatku córcia była dokarmiana mlekiem modyfikowanym bo moje nie starczało. Dobrze że mąż Cię wspiera. Jeszcze raz gratulacje z narodzin Zosi.

    Polubione przez 1 osoba

  3. To dobrze że masz wsparcie męża:))To naprawdę wiele daje, mój mąż też mnie wspierał po porodzie w tej kwestii. Gdy ktoś pytał o kp odpowiadał za mnie;) abym się nie denerwowała odpowiedzią, bo każdy o to dopytywał i sugerował że koniecznie muszę walczyć o pokarm. A ja musiałam walczyć ze sobą aby ogarnąć nową rzeczywistość po tak nagłym porodzie;)
    Dobrze, że nie katujesz się poczuciem winy że nie masz mleka, naprawdę teraz najbardziej potrzebujecie spokoju i siebie nawzajem:))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Marysiu za słowa wsparcia, to ważne w szczególności, że mówi to osoba, która sama przeszła podobną drogę i naprawdę doskonale wie co mówi 😊 Poczułam ulgę pisząc ten post, bo wyrzuciłam z siebie ten żal, który nagromadził się we mnie do mnie samej, nie mogę przecież tak do siebie podchodzić, kocham tą moją kruszynkę, jest taka piękna i to dla niej muszę być spokojna, szczęśliwa i uśmiechnięta 😊😚

      Polubienie

      1. Tak, dokładnie!!Ja żałuję że tyle czasu straciłam na zamartwianiu się:((ale czadu nie cofne.
        Jeżeli kiedyś jeszcze będzie dane mi być drugi raz mamą, To będę wspierać też moje dziecko poprzez podawanie probiotykow. Widzę jak dobrze to wpływa na Celcię i będę kontynuować aż do 6msc życia

        Polubienie

  4. Jak ja dobrze Cie rozumiem. Przezywam teraz dokladnie to samo. Musze dokarmiac mm, chociaz nie taki mialam „plan”. Wiem jednak, ze sa rzeczy na ktore nie zawsze bedziemy mialy wplyw. Robimy dla naszych maluchow wszystko, co tylko mozliwe i to liczy sie najbardziej:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj tak, ja musiałam „chwilę” przerabiać to w swojej głowie, tym bardziej że jestem teraz na etapie wyrzucania z siebie hormonów, a że wychodzą ze mnie tylko poprzez łzy to czasem jest ciekawie… 🙂

      Polubienie

  5. Ja też mam ambitny plan karmic piersia minimum pol roku… ale wiem, ze różnie moze być. Dobrze, ze dzis mamy mleko modyfikowane i trzeba z niego korzystać jeśli trzeba. To, że Zosia dostaje choc kilka porcji Twojego mleka to juz duzo! Trzymajcie sie ciepło! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Mnie w tej kwestii było łatwiej, bo jakoś nie zakładałam długiego karmienia piersią, okazało się, że w ogóle nie będę, ale sama z siebie nie miałam z tym problemu. Chyba tylko otoczenie wywierało presję i przez to przez moment czułam się gorsza. Teraz jestem o tyle mądrzejsza, że mam to gdzieś, to był mój wybór i tak jest dobrze, nie mam wyrzutów sumienia.
    A Wam życzę siły, wytrwałości i powodzenia, tylko nie za wszelką cenę, żebyście obie były spokojne i szczęśliwie 😍

    Polubienie

    1. Oj tak, spokój jest tutaj najważniejszy, bo widzę jak mała reagowała jak ja chodziłam rozbita. Oczywiście od czasu do czasu ktoś tam próbuje mieszać mi w głowie, ale ja z dnia na dzień jestem coraz silniejsza i przede wszystkim czuję, że robię dobrze dla mojego dziecka i to się liczy najbardziej 😊 Dziękujemy kochana 😍😘

      Polubienie

  7. Miałam podobne założenia, że będę karmiła piersią przynajmniej te 6 miesięcy. Przy synku okazało się, że słabo przybiera, więc butelka. Córkę karmię tylko piersią, ale ostatnio mamy problemy z karmieniem, więc pewnie też skończy się na mm. Najważniejsze jest to, aby dziecko było nakarmione, zadbane, kochane i szczęśliwe. Czasami drażni mnie taki nacisk na karmienie piersią. Wiem, że może to jest najlepsze ale… żadna matka przecież nie chce źle dla swojego dziecka i może zadecydować o sposobie karmienia… Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. Dokładnie tak, najważniejsze to aby dziecko było szczęśliwe (czyli kochane, najedzone i spokojne) 🙂 Chwilę mi to zajęło aby tak do tego podejść, ale myślę że już teraz nic z równowagi mnie nie wyprowadzi. Również pozdrawiamy 😊

      Polubienie

  8. No cóż, fajnie ze i te kilka porcji masz swojego mleka wiec córeczka te wszystkie pozytywne właściwości na pewno odczuje i będzie dobrze 😉 Oby udało sie chociaż w jakimś stopniu utrzymać laktację – to juz będzie DUŻO!

    Polubienie

  9. Nie wierzę… Znowu jak bym czytała o sobie i Tamaludze. Ja też się uparłam, a doradczyni laktacyjna powiedziała, że źle przystawiam. (Ta sama doradczyni stwierdziła, że kolki nie istnieją i jest to wymysł rodziców). Czułam się przy niej jak debil, zwłaszcza, że wykarmiłam wcześniej dwie córki, wiedziałam więc jak się przystawia i czułam, że problem leży gdzie indziej. Ja też bardzo to przeżyłam i tak mi zależało, że dociągnęłam do 2 miesiąca i tak sobie załatwiłam piersi, że niemal wylądowałam w szpitalu. Gdyby nie wsparcie Tomka to nie wiem jak bym sobie poradziła. I wsparcie laktatora. Okazało się później, że wędzidełko językowe Tamalugi jest przyrośnięte i prawidłowe ssanie było niemożliwe. Na szczęście po czasie samo się „oderwało” ale karmić już oczywiście nie miałam czym. Szkoda, że nikt tego wcześniej nie zauważył. Zgadzam się, nie można niczego zakładać. Trochę trwało zanim zrozumiałam, że to nie jest najważniejsze.
    Także rozumiem cię doskonale i wiem, jakie to trudne do zaakceptowania, ale wiem, że wszystko będzie dobrze. Dzidzia będzie się zdrowo rozwijać i obie będziecie mocno czuły swoją bliskość, pomimo karmienia butelką.

    Polubienie

    1. Moja mała na szczęście nie ma problemów z wędzidełkiem, sprawdzali nam to w szpitalu, zresztą jak wywali język w płaczu lub krzyku za żarciem to od razu widać, że wszystko gra pod tym względem 😁 No trzeba mimo wszystko patrzeć na dobro dziecka i na nic innego, my teraz od 2 dni zmagamy się z kolkami, tzn. nietolerancją laktozy, jutro podjedziemy sobie do lekarza, ale jeśli nic nie poradzi i stwierdzi, że trzeba to przetrwać to tu bęsę miała kolejny dylemat, bo dziecko ma takie ataki tylko po moim mleku (a i tak podajemy kropelki), po modyfikowanym jest znacznie lepiej. Więc jeśli lekarz nam nie pomoże to dać jej cierpieć dalej? Czy jednak odstawić pierś i przejść na mm, które lepiej toleruje? Przecież to człowiekowi serce pęka jak ona tak cierpi…

      Polubienie

      1. Sorki, że zabiorę głos, ale kolka to nie zawsze nietolerancja laktozy. Nietypowy jest dość fakt, że po Twoim mleku jest problem, a po modyfikowanym nie. Podawajcie małej probiotyk i pomyśl o masażu, kiedyś wklejałam link w komentarzach na blogu Marysi. 😊

        Polubienie

      2. Jeśli zdecydujesz się na probiotyk poczytaj jaki tłuszcz zawiera, bo może się okazać, że któryś też jest przez Waszą dzidzie nietolerowany. My przerobilismy kilka i acidolac baby spełnił swoją rolę 😊 ale te masaże najbardziej na plus były :

        Polubienie

      3. Teoretycznie jeśli nie jest to typowe mleko bez laktozy, to każde mm cukier mleczny zawiera. A może zjadłas coś co spowodowało ból brzuszka? Może jakiś rodzaj tłuszczu, często też oleje, tłuszcze wpływają na kolki.

        Polubienie

      4. No i widzisz, tu się kłania najnowsza teoria położnych, że niby nie ma czegoś takiego jak dieta eliminacyjna i że niby to nie wpływa na mleko… Ja i tak uważam na wszystko co zjadam, jedyne co mogę sobie zarzucić to kawa, którą wypijam rano (małe cappuccino, ale jednak), jutro mam zamiar tego nie robić, bo być może właśnie ta kofeina spowodowała taką reakcję…? 🙁

        Polubienie

      5. Znam te nowa teorie ale osobiście ciężko mi się z nią zgodzić. Chociaż nie sądzę żeby była to właśnie kawa. Raczej właśnie stawialabym na jakiś rodzaj tłuszczu. A może tylko zbieg okoliczności że to po Twoim mleku… My też hipp combiotik używamy i to mleko jest o tyle fajne że ma w składzie probiotyk. Raz przy silnych atakach zmieniliśmy na hipp combiotik comfort, ale po nim było gorzej, więc wróciliśmy do zwykłego hipp combiotik i tak dodatkowo probiotyk. Dawalismy też espumissan, ale ostatecznie byłam właśnie zdania, że to nakrecalo problem.

        Polubienie

      6. My z Espumisanem próbowalismy wczoraj, niestety bez efektu, to znaczy po prostu ewidentnie widać, że nie w tym leży problem, dlatego wg mnie może chodzić tutaj o tą laktozę… Niby z tym Delicolem jest trochę lepiej, ale mała nadal cierpi, a wczoraj w nocy podaliśmy już tylko mm bez żadnych kropli i spała spokojniej, napinała się co prawda ale o wiele mniej i jak już zasnęła to obudziła się dopiero po 3 godzinach na kolejne karmienie. A po moim budziła się co godzinę, a w międzyczasie płakała, wiła się i prężyła z bólu zanim zasnęła, a potem w trakcie snu to samo… No nic, zobaczymy co jutro powie lekarz. Mam nadzieję, że nie pozostawi nas z tym samych, bo ja po swoich obserwacjach pewnie pierwsze co zrobię to odstawię pierś, żeby jej ulżyć…

        Polubienie

      7. Miejmy nadzieję że Wam pomoże i mimo wszystko nie poddawaj się jeszcze, próbuj, obserwuj… Ale gdyby zaszła konieczność zmian to pamiętaj, że karmienie mm to nie gorsze macierzyństwo.

        Polubienie

      8. Mamy HiPP Bio Combiotic 1 i kropelki Delicol, które podaję przed karmieniem moim mlekiem, ten artykuł studiowałam.jeszcze przed porodem właśnie w razie przymusu szybkiego zakupu mleka modyfikowanego 😊

        Polubione przez 1 osoba

  10. Hihi, to powinno być jakieś 11 przykazanie 😉
    Kochana, jakieś mleko masz, jest git!
    Moje dwa paszczaki na butelce od urodzenia, najedzone i zadowolone 😉 Nie ma się czym przejmować!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s