Narodziny Matki

Urodziła się. Jest wreszcie wśród nas. Ta mała kruszynka w jednej sekundzie odmieniła cały mój świat. Nie siedzi już w brzuszku rozpychając się na boki i wpychając swoje stópki pod moje żebra. Teraz leży obok mnie i patrzy na mnie swoimi cudownymi wielkimi oczkami. Ma taki malutki śliczny nosek, maleńkie rączki i kochane stópki. Kocham ją całą. Nie wyobrażałam sobie, że aż tak bardzo będę kogoś kochać.

Teoria

W czasie ciąży miałam mnóstwo wolnego czasu, bardzo dużo analizowałam, bardzo przyłożyłam się do zorganizowania całej wyprawki dla dzieciątka, przeczytałam poradnik dla świeżo upieczonej mamy, przestudiowałam wiele artykułów na temat macierzyństwa, brałam udział w zajęciach w szkole rodzenia, a także w dwóch warsztatach laktacyjnych. Wiedziałam, że po pojawieniu się nowego członka rodziny nic już nie będzie takie samo jak dawniej, bo będzie z nami dziecko, które będzie wymagało stu procent naszej uwagi. Wiedziałam, że nie będziemy już w stanie tak bardzo skupić się na sobie. Bardzo chciałam, abyśmy nadal byli z mężem blisko siebie zarówno fizycznie jak i emocjonalnie, ale wiedziałam też, że nasz świat zostanie wywrócony do góry nogami i pewnie na początku trudno będzie wszystko ogarnąć. Krótko mówiąc oboje teoretycznie przygotowaliśmy się do rodzicielstwa dość dobrze.

A co z praktyką?

Jeszcze w szpitalu, w drugiej dobie po narodzinach dziecka doświadczyłam delikatnego zachwiania emocjonalnego spowodowanego nie do końca udanym lub raczej nie do końca zgodnym z moimi założeniami karmieniem córki. Nie doświadczyłam jako takiego baby bluesa, choć po powrocie do domu jeszcze przez tydzień czułam się bardzo rozbita i płaczliwa. Nie wyżywałam się na nikim, nie byłam nerwowa czy przestraszona, i choć zmęczenie robiło swoje to byłam bardzo cierpliwa i wyrozumiała dla mojej córeczki, która tak bardzo potrzebowała mojej bliskości. Właściwie w całym tym pierwszym zderzeniu z rzeczywistością z równowagi wytrącił mnie jedynie fakt, że nie udało mi się karmić dziecka wyłącznie piersią tak jak to sobie założyłam, bardzo mocno to na mnie wpłynęło i mimo, że było jedynym czynnikiem mojego kiepskiego nastroju to potrafiło mnie porządnie rozbić, miałam w sobie takie poczucie winy, że potrafiłam przez to płakać kilka razy dziennie i to bez powodu. Na szczęście mąż udzielił mi wsparcia i sama również przerobiłam w sobie tą całą sprawę i doszłam do odpowiednich i prawidłowych wniosków.

Sprzątanie domu czy gotowanie odstawiłam na dalszy plan – zresztą tak jak radziła mi położna i najbliżsi. Fakt, po powrocie ze szpitala miałam jeden taki dzień, kiedy położyłam Zosię spać i korzystając z jej drzemki zabrałam się za sprzątanie kuchni i łazienek, chciałam szybko doprowadzić pewne rzeczy do porządku i jednak to było za szybko, ponieważ wieczorem odczułam tego skutki – ciągnące szwy, boląca obkurczająca się macica i przemęczenie. Od tamtego dnia odpuściłam i jest mi lepiej, jeśli coś robię to tylko stopniowo, dzieląc pracę na siebie i męża i czasem też na kilka razy.

A nasze uczucia?

Okazało się, że wraz z narodzinami naszej córeczki narodziliśmy się również my jako rodzice – mój mąż – jako tata, i ja – jako mama. Stałam się matką w jednej chwili, kiedy zobaczyłam to małe nagie stworzenie, kiedy poczułam jego ciepło, usłyszałam oddech. Wiedziałam, że będę wzruszona (właściwie wiedziałam, że będę beczeć jak koza), że zaleje mnie fala szczęścia, że poczuję się za nią odpowiedzialna. Ale to co przeżyłam  w momencie urodzenia dziecka to było coś, na co chyba nikt nie może się przygotować. Przeżyłam ogromną przemianę z człowieka odpowiedzialnego tylko za siebie w człowieka odpowiedzialnego również za los tej bezbronnej istotki. Z kobiety zupełnie od nikogo niezależnej przeobraziłam się w kobietę uzależnioną od małego człowieka, który nie jest w stanie beze mnie przeżyć. Przeżyłam przemianę z kobiety zakochanej w swoim mężu w kobietę, która teraz swoje pokłady miłości musi podzielić na dwie części. Narodziłam się na nowo. Jako matka.

A dziś?

Dziś po 10 dniach od jej urodzenia stwierdzam, że kocham ją jeszcze bardziej niż 10 dni temu, że jeszcze bardziej niż 10 dni temu czuję się matką i jeszcze bardziej niż 10 dni temu czuję się za nią odpowiedzialna. I te uczucia będą zwiększały się regularnie każdego dnia naszego wspólnego życia.

Dwa najważniejsze dni w Twoim życiu to dzień w którym się urodziłeś i dzień w którym zrozumiałeś po co.

Mark Twain

Zrozumiałam po co się urodziłam. Rozumiałam to już wcześniej, bo pragnęłam tego jak nic innego na świecie, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to będzie aż tak wielkie uczucie.

Miłość, choć tak delikatna i wymagająca to zawładnęła całym moim światem. 

17 uwag do wpisu “Narodziny Matki

  1. Świat zmienia się o 180stopni, ale warto. 😊
    „Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba. ”
    A my już mamy niebo i słońce i tą miłość, której nic nie zastąpi 😍
    P. S. Co z brzuszkiem? Jak Zosia?

    Polubienie

    1. Chyba tak już musi być, pan doktor sprawdził ją wzdłuż i wszerz i nie znalazł żadnego problemu, stwierdził, że mamy bardzo spokojne dziecko (jak na złość była anielsko grzeczna w gabinecie 😀) i kazał uzbroić się w cierpliwość, bo to normalne u tak małych dzieci i generalnie nasza kolka nie ma tego typowego ostrego oblicza jak u niektórych dzieci. Więc podajemy kropelki i jakoś to funkcjonuje 😊

      Polubienie

      1. Kochana,ja po naszych przejściach mogę Ci jedynie doradzić aby mieć ograniczone zaufanie do lekarzy. Nasz pierwszy pediatra też nic nie zauważył niby A 2 tygodnie później było już tak źle że Mała ma bardzo dużą nietolerancje laktozy. Ogólnie przy tym schorzeniu powinno się podawać bebilon pepti chociaż zawiera nieznaczne ilości laktozy, to my przez to wszystko musimy być na nutramigenie który jest zalecany przy alergii na mleko krowie. I tylko dlatego dostaje ten nutramigen bo on wogole nie ma laktozy. Gdyby w porę było podane odpowiednie mleko nie byłoby tak źle. Tak więc polecam Ci zrobienie ogólnego badania kału i badanie kału na krew utajoną. To nie są drogie badania A mogą wszystko wyjaśnić. Przepraszam że przychodzę tu ze „złotymi radami „nikt tego nie lubi ale nie chcę aby W razie co Was też to spotkało :((

        Polubienie

      2. Marysia ma sporo racji. Dobra diagnostyka to faktycznie podstawa. Ja jakoś o tym nie pomyślałam. Poddalam się teorii że tak musi być i swoje trzeba przetrwać, chociaż chyba nie było tak tragicznie, bo gdyby było bardziej dociekalabym co zrobić żeby było lepiej. Oczywiście nie zawsze jest to alergia i silna nietolerancja. A często jest też tak, że nawet jeśli w badaniu wyjdzie alergia to może być ona przejściowa.

        Polubienie

  2. Pieknie napisane! Na razie brzmi troche abstrakcyjnie, bo do mnie keszcze nie calkiem dociera ze bede miala dziecko, choc z każdym kolejnym kopniakiem coraz mocniejszym do mnie zaczyna docierac… pp przeczytaniu tego posta nie moge sie jeszcze bardziej doczekac.. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s