Mamy nie chodzą na zwolnienia

Korzystam z chwili kiedy moje dzieciątko zasnęło i piszę ten post, bo czuję głęboką potrzebę wyrzucenia z siebie całego napięcia. Właściwie najbardziej tę potrzebę czułam wczoraj, ale nie miałam w ogóle możliwości skupić się na czymkolwiek innym niż ma mojej córeczce.

Dopadło mnie choróbsko. I nie tylko mnie, bo córa też jest chora i to chyba w tym wszystkim jest najgorsze… Ale od początku:

Wszystko zaczęło się 2 tygodnie temu, kiedy mój mąż zachorował. Poszedł wtedy do lekarza, okazało się, że ma zapalenie gardła, dostał antybiotyk i po kilku dniach wszystko wróciło do normy. W międzyczasie ja zaczęłam źle się czuć, również poszłam do lekarza, jednak zostałam odesłana do apteki po leki bez recepty – zaczerwienione gardło, ból głowy i lekka temperatura nie wzbudzały u lekarza żadnego niepokoju, mimo, że tłumaczyłam, że u mnie na gardło nie ma innego sposobu niż przynajmniej lekki antybiotyk. Kupiłam więc zalecone leki bez recepty i zaczęłam kurację wspomagając się również domowymi sposobami.

Jednak w weekend (4 dni później) poczułam się jeszcze gorzej, zgłosiłam się do przychodni, która pełni dyżury wieczorami i w nocy. Tam pan doktor stwierdził, że temperatura 38 stopni to żadna tam gorączka…

Przeziebienie_goraczka_w_ciazy_leki_w_ciazy

…ale w związku z moim „brzydkim” gardłem przepisał mi jakiś pół-antybiotyk (nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje).

Po trzech dniach przyjmowania leku gardło lekko ustąpiło, zaatakowały mnie jednak zatoki i to zaatakowały z taką siłą, że prawie położyły mnie do łóżka… Prawie, bo z racji tego, że ze względu na Zosię muszę być cały czas „na chodzie”, nie mogłam się poddać, więc z łóżka wstałam i wieczorem, kiedy mój mąż wrócił z pracy pojechałam znów do przychodni, tym razem błagać o jakiś konkretny antybiotyk. W międzyczasie w domu przeprowadzałam płukanie zatok (masakra!) i kontynuowałam domowe terapie. Od lekarza dostałam antybiotyk na 3 dni, taki o przedłużonym działaniu.

Przedłużone działanie nie zadziałało, bo zatoki w dalszym ciągu rozsadzały mi łeb, powodowały silne pulsowanie mózgownicy i dawały uczucie, że ciśnienie w czaszce za chwile wysadzi mi oczy z orbit. Dlatego cztery dni później, czyli wczoraj wylądowałam u czwartego lekarza, który podszedł do sprawy bardzo rozsądnie, przede wszystkim obejrzał leki, które dostałam wcześniej i powiedział, że nie było szans, żeby mi pomogły, bo może leki były ok, ale zalecono mi zbyt małą dawkę… Super. Gościu przejął się moim stanem i obiecał, że tym razem leki postawią mnie na nogi. Oby tak było, bo od wczoraj jestem na silnym antybiotyku (i tak przez 6 dni). Lekarz chciał też wcisnąć mi zwolnienie lekarskie… 😂 ale ze względu na mój obecny URLOP (macierzyński) podziękowałam 😊

Od środy miałam podejrzenie, że Zosia łapie coś ode mnie, więc zaczęłam robić jej inhalacje z soli fizjologicznej. W czwartek niestety miałam już pewność, ponieważ rano dostała solidny katarek, na szczęście temperatury nie było, więc miałam nadzieję, że przejdzie to w miarę łagodnie, ale mimo wszystko na piątkowy poranek zaplanowałam wizytę u pediatry, aby obejrzał i posłuchał czy nie rozwija się coś bardziej poważnego – szczególnie, że był już prawie weekend, więc wolałam żeby zobaczył ją jej lekarz niż jakiś przypadkowy doktor na SOR-ze.

Piątkowy poranek jednak mogę śmiało nazwać jednym z najgorszych dni mojego życia, to było po prostu apogeum. Zosia normalnie na codzień ma skłonności do krztuszenia się nawet własną śliną, niejednokrotnie już pędem wyciągałam ją z łóżeczka, bo się krztusiła, a w momencie kiedy dostała katar wszystko się nasiliło – gęsty katar nie dość, że zatykał nosek to jeszcze spływał do gardła powodując zakrztuszenia, a w konsekwencji zwymiotowanie i tak niewielkiej ilości wypitego mleka… I tak kilka razy, o ile udało mi się uniknąć krztuszenia dzięki noszeniu, tak niestety w trakcie przewijania sytuacja była nieunikniona. Dlatego starałam się najpierw przewinąć pieluszkę, a następnie dopiero nakarmić i nosić w pozycji pionowej. No ale co z tego, skoro dwa razy zdarzyło się tak, że po jedzeniu w czystej pieluszce i tak pojawiła się kupka, którą trzeba było usunąć – i znów powtórka sytuacji… Złe samopoczucie powodowało również nieutulony płacz, który po kilkunastu minutach kończył się zakrztuszeniem i znów… wymiotowaniem. Masakra.

Na szczęście wizyta u lekarza przebiegła bezproblemowo, mimo wcześniejszych „akcji w domu” Zosia u pana doktora była spokojna i nawet śmiała się do niego w trakcie badania 😊 Gardło na szczęście jest zdrowe i osłuchowo również jest w porządku, więc lekarz zalecił wkrapianie soli fizjologicznej do noska 2 razy dziennie po 3 kropelki do każdej dziurki oraz kontynuację inhalacji (ok. 30 minut przed zakrapianiem). Oczywiście gdyby pojawiła się temperatura to niezwłocznie mamy zgłosić się do lekarza.

W piątek miałam chwilowy kryzys. Nie dlatego, że ledwo ogarniałam, ale dlatego, że niesamowicie martwiłam się o to, że mała zwyczajnie się odwodni, no bo w zasadzie co z tego że piła mleczko skoro po chwili wszystko lądowało na podłodze… Dlatego podawaliśmy jej mleko często i w małych ilościach i jakoś to przetrwaliśmy. Dziś jest już lepiej, katar nadal męczy i denerwuje, ale inhalacje i wkrapianie soli fizjologicznej do noska pomagają, bo nie ma już krztuszenia i wymiotowania na taką skalę jak dzień wcześniej. Jestem dobrej myśli.

20181128_140846-1.jpg

Reklamy

33 uwagi do wpisu “Mamy nie chodzą na zwolnienia

  1. No niestety, katar u malucha to jest masakra…My właśnie przechodzimy zapalenie oskrzeli u starszaka, już chyba setne w jego życiu, i mam nadzieję, że moje mleko uchroni przed chorobą Rudzika…bo przecież on ma tylko 3 tygodnie 😞

    Polubienie

  2. Zdrowka dla Was dziewczyny!
    U nas tez w czwartek pojawil sie duzy katar u synka, takze dokladnie wiem o czym piszesz:( na szczescie tez jest lepiej. Ciekawa jestem czy Zosia lubi inhalacje, bo u nas jest z tym ciężko 😦 moze masz jakis na to patent?;)

    Buziaki😘

    Byle do wiosny:)

    Polubienie

    1. Aga gdzie Ty mi zniknęłaś na tyle czasu 😀 Dzięki kochana i dla Was również kochana dużo zdrówka 😘
      Zosi nie przeszkadza inhalator, ja ją kładę na kanapie, ona sobie patrzy na zabawki, a ja w tym czasie robię jej inhalację, z tym że zdejmuję maseczkę z inhalatora i dmucham jej tą parą w nosek tak z odległości ok. 5-6cm, więc jej to nie przeszkadza i ładnie wdycha tą parę. Napewno jest to mniej efektywne niż z maseczką, ale dzięki temu ona się nie denerwuje i tak jak napisałam przynosi to efekt, spróbuj w ten sposób – no chyba że tak już próbowałaś?

      Polubienie

  3. Ojej pierwsze chorobowe przeprawy wiec za Wami. Nie fajnie. Zdrowka życzę Wam obu.. dobrze, ze juz w miare opanowana sytuacja. Nienawidze zapalenia zatok… a tez czesto mnie dopada… ale antybiotyku to przyznaje nie bralam juz lata. 🙂 No przepraszam – na gardlo przed swoim slubem bralam (wiec 1.5 roku temu) a wczesniej to nie pamietam nawet. Staram sie jednak unikac i na szczęście daje radę. 💪💪 hehe

    Polubienie

    1. No ja miałam taki czas, że wiecznie byłam na antybiotyku, potem miałam kilka lat przerwy i pomagało mi leczenie zwykłymi lekami i sposobami domowymi, teraz znów mam taki okres, że pomaga jedynie amtybiotyk, szczególnie jeśli chodzi o gardło, bo inne rzeczy to pół biedy. Dobrze, że Ty sobie radzisz bez antybiotyków, bo w sumie w UK to marne szanse na otrzymanie recepty na taki lek – sama kiedyś próbowałam przy zapaleniu pęcherza, nie było w ogóle szans, po 4 tygodniach chorowania rodzina załatwiała mi antybiotyk w Polsce, bo bym się wykończyła 🙄

      Polubienie

      1. Na pecherz to niezawodna furagina… zawsze mam zapas przywieziony z Polski. Aczkolwiek odkad jestem w UK to nie byl potrzebny. Pewnie juz mam przeterminowane te tabsy. 😀

        Polubienie

      2. Kurde, a ja jak tylko wjeżdżałam na teren UK to od razu miałam pęcherz chory 😕 Furagina tak, ale wtedy akurat to było za mało 😕 Wychodzi na to, że jesteś stworzona do tamtego klimatu 😊😊😊

        Polubienie

  4. Widzę, że wszędzie choroby, u mnie też więc to chyba jakaś epidemia albo pora, którą po prostu trzeba przetrwać. Dobrze, że z małą już jest lepiej. Trzymajcie się ciepło, dużo zdrówka 😉

    Polubienie

    1. No niestety, pora jest paskudna 🙄 W przychodnid pielęgniarka nawet się nie zdziwiła jak poszłam tam z małą, sama powiedziała, że o tej porze jest ciężko uniknąć jakichkolwiek infekcji, no a już szczególnie kiedy wszyscy w domu chorują… Dziękuję kochana, dla Ciebie również dużo zdrówka 😊

      Polubione przez 1 osoba

  5. My też walczymy teraz z katarem Tamalugi.
    Wyobraź sobie, że z tym krztuszeniem mamy identycznie! Tamaluga naprawdę ma do tego tendencję, więc ja tez czasami siedzę jak na bombie 🙂
    Współczuję wam i Malutkiej 😦 Wiem dobrze jaka to panika gdy dzidzia choruje. Gdy moje pierwsze dziecko miało 37,5 zadzwoniłam po pogotowie 😀
    Dużo zdrówka życzę!
    P.S. Stosujecie ten „katarek”, co się podłącza do odkurzacza? Tamaluga niby już duża, ale porządnie wydmuchać noska nie umie, więc sama prosi o „okuziać” i się kładzie 😀
    Ściskam mocno!

    Polubienie

    1. Ooo to dla Was też dużo zdrówka, widzę, że jednak nie tylko u nas taka sytuacja 😐 Nie mamy tego aspiratora podłączanego pod odkurzacz, po pierwsze mamy jeszcze zwykły odkurzacz bez regulacji mocy (a to chyba jest niezbędne?), a po drugie mój mąż i tak się na to nie zgodzi, on mówi że nie będzie tego używał, bo boi się, że to wyssie mózg małej 😁

      Polubienie

      1. Hehe mózg wyssie 😂 Gdyby wiedział jakie to wygodne, a przede wszystkim bardzo skuteczne, to sam by leciał do apteki. Tak, najlepiej mieć z regulacją mocy, po prostu bezpieczniej dla dzidzi. Wiesz, tego się nie wsadza jakoś bardzo głęboko, przy takim małym nosku wystarczy minimalnie włożyć do dziurki, zresztą on jest tak wykonany, że nie da rady włożyć go głębiej. Dziecko nie czuje żadnego dyskomfortu, wręcz przeciwnie potem może normalnie oddychać. Jedyne czego może się przestraszyć, to dźwięk odkurzacza, ale jeśli jest przyzwyczajona to jeszcze lepiej.
        A próbujecie takim wciąganym ustami? To jest niezłe na początek tylko męczące dla rodzica, bo siłę w płucach trzeba mieć żeby „wsysnąć” 😀
        Ale dzisiaj już lepiej, tak?

        Polubienie

      2. No mamy właśnie taki ustny z Fridy, ale ja się generalnie zastanawiam gdzie jest problem, bo mała nie chce dać sobie go przystawić do noska, a jak już to nam się udaje to czasem udaje się porządnie „wsysnąć” jak to nazwałaś, a czasem słychać ten katar ale nie da się go „wsysnąć” i tu moje pytanie czy przy odkurzaczu też tak się zdarza czy to jest właśnie kwestia tego że przez ustny jest siłą rzeczy za słaba siła ssania? 🙂 Że tak to ujmę 😂
        Tak, dziś na szczęście już lepiej, dzięki że pytasz 😊 Mała zwymiotowała już tylko jeden raz, oczywiście przez katar, którym się zakrztusiła. No i bardzo mało je, ale ważne że w ogóle chce jeść, mam nadzieję, że jak się lepiej poczuje to i apetyt w pełni wróci 😊

        Polubienie

      3. Na pewno przy ustnym jest mniejsza siła, ale i przy odkurzaczu się to zdarza. Dlatego chwilę wcześniej trzeba wpuścić do noska po kropelce soli fizjologicznej i wtedy wszystko się odrywa bez problemu. Bez względu na to, czym ciągniesz. Nawet jeśli nie od razu, to chwilę poczekać, najlepiej położyć małą na brzuszku i za chwilę znowu spróbować. I tutaj jest właśnie ten problem, że niemowlakowi wlejesz tę sól do noska, a taka 3latka to mi spierdziela przed zakrapianiem, hahaha! Odkurzacz bardzo proszę, jak najbardziej, ona to wręcz lubi, bo ją to bawi. Ale jakieś krople wcześniej to weź zapomnij 😀
        Lepiej jak się taki porządny – przepraszam – glut zbierze i wtedy tym odkurzaczem albo fridą. Nie za często, tak pediatra powiedziała. Sól kropić nawet kilka razy dziennie i kłaść na brzuszku, a wyciągaczem maksymalnie ze dwa razy dziennie, np. rano i na noc.

        Polubienie

  6. Dużo zdrówka! Chore dziecko i chorzy rodzice to chyba najgorsze co może być. Już niedługo wiosna, miejmy nadzieję, że wszelkie choróbska sobie pójdą precz 🙂

    Polubienie

  7. Aspirator do noska to rewelacja! Moja jak ma katar to sama biegnie do pokoju żeby jej nosek wyczyścić 🙂 A odkurzacz mamy bez regulacji mocy. Jak była niemowlakiem to pod łóżeczko dawałam podkładkę (od strony główki) żeby lepiej jej się oddychało oraz włączałam inhalację na noc. To pomagało. Zdrowia życzę 🙂

    Polubienie

    1. A tak, podkładkę też dałam, tzn. włożyłam książkę pod materacyk, aby zrobić lekki kąt i żeby główka była nieco wyżej, też myślę że to pomaga 😊 Kurde, nie przekonam męża do tego katarka… Ale znając mnie to pewnie w mega kryzysowej sytuacji sama to kupię i nawet nie będę konsultować 😁
      A inhalację na noc jak włączałaś? W sensie że inhalator całą noc pracował czy masz na myśli jakiś nawilżacz powietrza?

      Polubienie

      1. Ja mam taki do kontaktu z wkładami eukaliptusowymi i powiem Ci że byłam sceptycznie nastawiona na ten wynalazek, ale jak go użyłam to zauważyłam że Małej dużo lepiej się oddycha w nocy (przy katarze). Włączam go o 20:00 i wyłączam o 8 rano 🙂

        Polubienie

      2. A widzisz, to też jest fajne rozwiązanie. Ja o zapachu eukaliptusowym mam te plasterki Aromactiv, wydaje mi się, że działają fajnie, bo jednak nocki są mimo wszystko przespane i to całkiem dobrze, bo od 24 do 8 rano, więc naprawdę zacnie 😉

        Polubienie

  8. My również mamy nawilżacz i pracuje całą noc 😆 katarek jest ok, mieliśmy też Fride ale powiem Ci że szybciej wszystko się odbywa i w gruncie rzeczy mniej nerwów a nos porządnie wysprzątany ;). My już mieliśmy za sobą pierwsze katary…jeden trwał miesiąc. Wyobrażasz to sobie? Odciaganie w nocy i płacz… :(( nowy rok też przywitał nas katar ale mimo wszystko udało się jakoś dzięki inhalacjom (4xna dobę).
    Życzę Wam zdrówka 😘😘😘

    Polubienie

    1. Dzięki Marysiu 😘 Jejku tylko kilka miesięcy w nowej roli a doświadczeń więcej niż przez pół życia 😁
      Zaraz sobie poczytam o nawilżaczach i zamówię coś fajnego, jeszcze jak byłam w ciąży to miałam ten punkt na liście wyprawkowej, ale jakoś to sobie odpuściłam i nie wróciłam już do tematu, a jednak mogłam to pociągnąć 😊 No ale nic straconego, zaraz to nadrobię 😉

      Polubienie

    1. Tak, mam Aromactiv, co prawda nie od początku przeziębienia, ale ogarnęliśmy temat i wydaje mi się, że pomaga, mała w nocy przesypia 8 godzin ciągiem, więc chociaż noc ma spokojną 😊
      A zamiast klina mam książkę pod materacykiem 😁

      Polubienie

      1. To najgorsze masz już za sobą 😊skoro noce już są spokojniejsze to będzie już lepiej. Nawilżacz super sprawa w sezonie grzewczym. Poleciłam kilku mamom i rzeczywiście potwierdzają że lepiej się śpi i dzieci mniej chorują.
        Buziaki dla Zosi😘😘😘

        Polubione przez 1 osoba

  9. Biedna Zosia, takie bezbronne są te maluchy…
    I biedna Ty! Współczuję zatok po stokroć – jak sama wiesz, przechodziłam przez to, więc łączę się w cierpieniu…btw. „Pół-antybiotyk??” Faktycznie, pierwsze słyszę 😉
    Trzymajcie się, wiosna już niedaleko! Podobno boćki już wróciły 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s