Historia o rozwoju (naszego) niemowlęcia

W ostatnim wpisie na blogu zachwycałam się tempem rozwoju mojego niemowlęcia. Kilka dni temu pisałam o tym, że Zosia potrafi już się ładnie bawić leżąc na brzuszku, potrafi wziąć i włożyć do buzi to co chce, zaczęła też się podpierać na przedramionach i jak się dobrze postara to potrafi delikatnie się unieść – szczególnie w chwilach euforii, np. kiedy z czegoś się bardzo cieszy. Nauczyła się też wydawać z siebie dźwięki w postaci wybranych sylab, a także wszelkiego rodzaju krzyki i piski, które sprawiają jej PRZEOGROMNĄ radochę. Minęło kilka dni i mogę dopowiedzieć, że mojemu maleństwu udało się parę razy jednym ruchem przewrócić z pleców na brzuszek, na odwrót również, ale to bardziej przez przypadek 😀 Zosia zaczyna rozpoznawać mimikę twarzy, śmieje się kiedy robimy z mężem zabawne miny, a na uśmiech reaguje uśmiechem 🙂 A co najwspanialsze – kiedy zrobi coś sama oczekuje reakcji z mojej strony 🙂 To zapewne wynika z tego, że od samego początku chwalę ją słowami „ale pięknie” lub „ślicznie” i tego teraz oczekuje, bo kiedy wypowiadam te słowa cieszy się jak szalona 🙂 ❤ A to wszystko, czyli cały ten rozwój zaczął się tak rozpędzać tak naprawdę jakieś 3 tygodnie temu, tak nagle z dnia na dzień, dlatego tym bardziej jestem podekscytowana i tak bardzo nie mogę wyjść z podziwu jak moja młodzież sunie do przodu 😉 Zakupiłam nawet nową matę do zabawy w postaci dużych piankowych puzzli, dotychczasowa mata edukacyjna robi się już za mała, ponieważ Zosia zaczyna podciągać nóżki i obracać się na powierzchni dookoła. No i zapomniałam jeszcze dodać najważniejszego – młoda leżąc na brzuszku wkłada stopy do dzioba i ciągle próbuje ściągać skarpetki 😊 Dlatego coraz częściej jest w domku ubrana w rajstopki, których akurat ściągnąć sama nie da rady 😁

 

No właśnie a’propos tego co moje dziecko potrafi opowiem Wam pewną historię.

Chcę się tym z Wami podzielić, bo mocno mnie to dotknęło i uważam, że wyszło bardzo słabo… A jak faktycznie wyszło niech każda z Was oceni to swoim obiektywnym okiem.

Początek całej sytuacji ma miejsce na początku lutego bieżącego roku, kiedy to będąc na wizycie u pediatry zwróciłam się z prośbą, aby zbadał Zosię pod kątem tendencji do delikatnego przekrzywiania główki i ciała w jedną stronę oraz poprosiłam o skierowanie do poradni rehabilitacyjnej, aby obejrzał ją również specjalista. Pediatra zbadał małą, sprawdził ewentualne napięcie mięśniowe i powiedział, że faktycznie mała lekko się przechyla na jedną stronę, ale wszystko jest ok, on nie widzi nic niepokojącego, bo jak mała zacznie siadać i raczkować to z tego wyrośnie w sposób naturalny, ale skoro mnie to tak niepokoi to dał mi skierowanie do poradni rehabilitacyjnej, aby dla pewności Zosia była zbadana przez specjalistę.

Czas oczekiwania do poradni wynosił prawie 7 tygodni, więc zanim ten czas minął zdecydowaliśmy się pójść na konsultację prywatnie. Z jednej strony jestem trochę w gorącej wodzie kąpana, więc chciałam zobaczyć od razu co powie specjalista i ewentualnie już od razu teraz i w tym momencie rozpocząć jakieś ćwiczenia, aby pomóc dziecku prawidłowo się rozwijać (czasem płacę podwójnie za tą swoją niecierpliwość, tak było również i tym razem…). Z drugiej strony byliśmy oboje z mężem ciekawi opinii innego specjalisty, wiadomo, że diagnozę zawsze trzeba skonsultować z kimś jeszcze, więc oprócz pediatry i pani doktor z poradni wypowie się w tej kwestii jeszcze jedna osoba. Umówiliśmy się zatem na wizytę do fizjoterapeuty prywatnie. Zosia miała wówczas 4 i pół miesiąca. Fizjoterapeuta popatrzył na Zosię leżącą na materacu i zapytał kto nas tutaj skierował. Opowiedziałam zatem całą historię, że pediatra mówi, że jest dobrze, że to na moją prośbę to weryfikujemy, bo ja martwię się najbardziej. Jaka była reakcja fizjoterapeuty?
– „To chyba jakiś żart! Ona jest asymetryczna i sama w życiu z tego nie wyrośnie! Wiecie jaka ona będzie krzywa jak zacznie sama siadać i nic z tym nie zrobicie?!”
Ja pier**le… Poczułam się jakbym dostała obuchem w łeb. Dosłownie. Dla mnie to były tak mocne słowa, że w tamtej chwili nie potrafiłam w ogóle myśleć racjonalnie. W mojej głowie kotłowało się tysiące myśli: „Boże, czy to ja zrobiłam coś źle? Co teraz będzie? Czy uda nam się to zniwelować za pomocą ćwiczeń? Jak długo to będzie trwało? Czy będą jakieś poważne konsekwencje w przyszłości? Dlaczego ja tego wcześniej nie zauważyłam?! Może źle ją nosiłam? Albo źle trzymałam? Albo w ogóle źle karmiłam? Dlaczego do cholery żaden pediatra ani ortopeda nie zwrócił nam na to uwagi???!!!!”
Potem zbadał małą, powyginał, podotykał, pomachał zabawkami przed nosem i kontynuuje:
– Mała ma 4 i pół miesiąca tak? Leżąc na brzuszku nie wyciąga rączek do zabawek, nie przewraca się sama z brzucha na plecy, nie próbuje pełzać, nie przekłada zabawek z rączki do rączki… No niby wszystko jest dobrze, ale niestety fizycznie jest trochę cofnięta w rozwoju, jak dla mnie rozwój jest na 2 i pół miesiąca.

No i to był gwóźdź do trumny. Po prostu ręce mi opadły i załamałam się. Przede wszystkim było mi przykro nie dlatego, że w ogóle usłyszałam te słowa, ale dlatego że zostały one wypowiedziane w tak okrutny sposóbzbyt okrutny jak dla rodzica. „To chyba jakiś żart”, „Będzie krzywa”, „Jest cofnięta w rozwoju” – to były dla nas zdecydowanie zbyt mocne słowa… 😦 Tym bardziej, że przecież każde dziecko to jest indywidualność i każde rozwija się w swoim własnym tempie. Nawet wszelkie mądre książki i poradniki o tym mówią, a widełki czasowe kiedy dziecko powinno potrafić coś robić są tak szerokie, że prawie niemożliwym jest się w ten czas nie wstrzelić… Mówię Wam, MA-SA-KRA. Wtedy jeszcze myślałam, że faktycznie moje dziecko potrzebuje bardzo fachowej pomocy… Przez drogę do domu cały czas myślałam i zastanawiałam się co dalej… Czułam się dosłownie sponiewierana emocjonalnie i winna tej całej sytuacji, wyrzucałam sobie, że to moja wina, bo tak późno to zauważyłam. Ale dostałam kontakt do dobrego specjalisty z miasta, w którym rodziłam Zosię. Facet pracuje w dobrym szpitalu, prowadzi swoją prywatną praktykę, a oprócz tego również wyjeżdża na szkolenia międzynarodowe i ostatnio nawet odbył praktykę w niemieckim szpitalu na oddziale noworodków. Pojechaliśmy tam. Zosia źle zniosła wizytę, bo przestraszyła się pana, a potem już się tak nakręciła, że nie uspokoiła się do końca zajęć. No ale co z tego wyszło? Fizjoterapeuta powiedział, że asymetria co prawda jest, ale jest naprawdę lekka i absolutnie nie ma się czym martwić – krótka rehabilitacja powinna załatwić sprawę. Co za ulga.

Dwa tygodnie później przyszła kolej na wizytę w poradni na NFZ. Wizyta przebiegła bardzo sprawnie i w miłej atmosferze, pani doktor była bardzo sympatyczna i delikatna, zbadała Zosię i powiedziała, że jest lekka asymetria i delikatne napięcie mięśniowe i że dostaniemy skierowanie na rehabilitację przez 10 tygodni. Poinstruowała nas co dalej i powiedziała, że naprawdę nie ma się czym martwić. W ogóle w ramach ciekawostki to młoda ma asymetrię ze względu na to, że mój brzuch w ciąży nie należał do największych i miałam mało wód płodowych, a przez to dziecko miało za mało miejsca i asymetria musiała powstać już w moim łonie (nie wiem czy pamiętacie, ale był nawet taki moment, ze tych wód faktycznie było za mało i musiałam przyjmować dodatkowe witaminy).  Zapytałam co mam zrobić po tych dziesięciu tygodniach, czy pani doktor będzie chciała nas znów widzieć aby zdecydować o dalszej terapii. Odpowiedziała, że rehabilitanci zdecydują czy będziemy kontynuować zajęcia, ale raczej się już nie zobaczymy 🙂

Dziś jesteśmy już po pierwszych zajęciach rehabilitacyjnych. Pani fizjoterapeutka powiedziała to samo co poprzednicy: asymetria jest prawie niewidoczna, bardziej będziemy pracować nad rozluźnianiem napięcia mięśni, ale nie ma tutaj powodów do zmartwień. Jak przypomnę sobie jak bardzo byłam zestresowana i ile nerwów mnie to kosztowało kilka tygodni temu to aż robi mi się niedobrze. A wszystko przez to, że trafiłam na nieodpowiednią osobę… Tyle nerwów na darmo, tyle niepotrzebnego stresu… Pewna mądra kobieta powiedziała mi: „Aga, gdybym ja policzyła ile razy ja „niepotrzebnie”… Przez pierwsze 2 miesiące życia dziecka mniej więcej codziennie.” Ja też 😀 

Dziękuję 🙂 ❤

Reklamy

20 uwag do wpisu “Historia o rozwoju (naszego) niemowlęcia

  1. Nie martw się, bo 90% dzieci ma asymetrię ułożeniową, w zależności od tego, jaką pozycję miały w brzuszku. Najczęściej wyrównuje się ona sama, a czasem potrzebne są ćwiczenia, odpowiednie podnoszenie, noszenie i też jest dobrze. U obu moich chłopaków była i asymetria, i wzmożone napięcie mięśniowe. Starszy jest zupełnie prosty, młodszy właśnie się prostuje 😊 Głowa do góry!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za wsparcie kochana 😊 Wiem, że większość dzieci ma asymetrię, jednak słyszałam, że do 3. miesiąca życia ta asymetria powinna zniknąć, u nas niestety nie zniknęła. Już teraz jestem spokojna, ale musiałam usłyszeć to od kolejnych specjalistów, żeby mieć pewność że jednak wszystko jest ok i nie jest aż tak dramatycznie jak wg pierwszego specjalisty… Dzięki i dużo zdrówka dla Was 😊

      Polubienie

  2. Uff…No naprawdę mocne słowa. Nie myślałam że aż tak bardzo! Jestem w szoku. A tym bardziej że fizjo mógł powiedzieć o dziecku 4m że samo nie obraca się na brzuch i nie pełza że to taka tragedia. Bardzo rzadko się zdarza że dziecko w tym wieku opanowane ma przewroty. Nasza Mysia zaczęła się sama obracać na brzuszek jak skończyła 5m . Za 2 tyg kończy 9m i raczej powinna już siedzieć sama. Myślę że jej się to uda, chociaż uwierz, jak miała te 5m byłam pewna że ona tego nie opanuje do 9m. I że będzie „zacofana „😆🤣
    Ja też jestem panikarą😉😂 ale uwierz, jak chodzi o mojego skarbiczka to wolę dmuchać na zimne i nie zastanawiam się. Wolę wydać pieniądze i zapłacić za wizytę niż denerwować się. Spokój jest jednak dla mnie cenniejszy 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oczywiście zgadzam się z Tobą całą sobą – dlatego też w sumie skonsultowałam się z 3 fizjoterapeutami i doktor z poradni rehabilitacyjnej. Kasa w takich sytuacjach nie gra roli, wiadomo, że lepiej mieć pewność, tym bardziej słysząc TAKIE słowa… Ale na szczęście już jestem spokojna. 😊😊😊 Jeszcze raz dzięki Marysiu – za dobre słowo i Twoje wsparcie 😘😘😘

      Polubienie

    2. Wiesz, ja niby doskonale wiem, że nie ma konkretnych i „sztywnych” ram czasowych kiedy dziecko powinno zacząć: turlać się/pełzać/raczkować/siedzieć/chodzić/mówić/itp.itd., ale w takich sytuacjach jak dotyczy to bezpośrednio Twojego dziecka to jakoś traci się w pierwszym momencie tą zimną krew. Powiem Ci na przykładzie mojej koleżanki: jej starsza córka do 7 miesiąca nie przewracała się ani z pleców na brzuch ani odwrotnie ani nawet na bok, wszystko jakoś tak zaczęła robić późno i dziś jest w pełni zdrowym dzieckiem i nic jej nie dolega. Młodsza córka w wieku 3 miesięcy już zaczynała się turlać na boki, a miesiąc później udawało jej się przewrócić samej na brzuszek. Więc naprawdę każde dziecko ma swój czas na to wszystko. No ale ja o tym chwilowo zapomniałam jak usłyszałam tą pierwszą diagnozę 😐

      Polubienie

      1. Oj, tak 😊zdecydowanie trudno zachować spokój. Z drugim dzieckiem jest już inaczej bo wiemy co i jak 😉 ja w pierwszych miesiącach życia Mysi bardziej czułam się jak nieopierzony kurczak niż matka ale z miesiąca na miesiąc jest się coraz bardziej pewnym w nowej roli. …do czasu gdy nie pojawią się nowe „kłopoty „😉😆🤣

        Polubione przez 1 osoba

      2. Z drugim wcale nie jest łatwiej dziewczyny 😂Ja teraz porównuję Rudzika do Rysia, patrzę, co jeden i drugi umiał robić na tym samym etapie j już widzę, że Ryś był bardziej zaawansowany. No i wiadomo, zaczynam się martwić 😉

        Polubione przez 1 osoba

  3. No faktycznie sposób komunikowania tamtej Pani to żenada… Nie do wiary jak ona musi stresować młodych rodziców!! I te jej wymagania rozwojowe na wiek Twojego dziecko są wręcz dziwne… Ale dobrze że skonsultowałaś to z kilkoma specjalistami i ze jesteście na dobrej drodze 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj tak, szczególnie młody rodzic tym się bardzo przejmie, bo rodzic doświadczony napewno wie już na czym to wszystko polega i już inaczej podejdzie do sprawy. Mummy, cieszę się, że jesteś tu od czasu do czasu, u Ciebie już bliżej niż dalej 😊😘

      Polubienie

  4. Trafiłaś po prostu na chama, w dodatku z przerostem ambicji, takiego, który musi pokazać „że on się zna, a wy gówno wiecie”. W rzeczywistości często jest na odwrót. Niestety i tacy się zdarzają, i to w różnych zawodach. Ja na takiego diabetologa trafiłam, gdy okazało się, że mam cukrzycę ciążową. Pogłębił moją traumę razy dziesięć. Prowadząca mnie pani doktor stwierdziła, że każda jej pacjentka się na niego skarży. Uciekłam od niego i poszłam prywatnie.
    Jeśli chodzi o zdrowie to i ja wychodzę z założenia, że lepiej dmuchać na zimne niż potem sobie wyrzucać, że czegoś się nie dopilnowało. Zwłaszcza gdy chodzi o dziecko. Ze mnie to się nawet naśmiewali, że taka ze mnie przewrażliwiona matka, ale miałam to gdzieś.
    Także, słuchaj swojej intuicji i działaj, gdy czujesz że musisz. Mam nadzieję, że już nie trafisz na takiego niekompetentnego oszołoma, który nigdy nie powinien pracować z dziećmi.
    Buziaki dla was!

    Polubienie

    1. Wiesz, to też było moje pierwsze w życiu zderzenie z aż takim oszołomem, a jeśli chodzi o dziecko to już w ogóle… Więc w przyszłości nawet jeśli trafię na kogoś takiego to będę o tyle mądrzejsza, że po prostu od razu skonsultuję się z kimś innym zamiast popadać w jakąś załamkę. Ja ogólnie w życiu nie mam takiej typowej intuicji, ale już kilka razy przekonałam się, że jeśli chodzi o moją małą dziewczynkę to intuicja mnie nie zawodzi, kilka razy odpuściłam, bo niby ktoś tam miał większe doświadczenie i go posłuchałam, a potem i tak wyszło na moje. Więc teraz po prostu kieruję się swoją własną intuicją i przekonaniami i nie patrzę ani na innych ani na to co mówią. Dzięki Olitoria 😊

      Polubione przez 1 osoba

  5. A niech spada na drzewo z tymi swoimi uwagami! Od razu przypomniała mi się wizyta mojego lubego u optyka. Robił test oczu i nastraszyli go, że oczy ma tak zepsute, że musi jak najszybciej okulary zakupić. Następnego dnia udał się do okulisty i wszystko okazało się w normie. Ach te ludziska. Nie zamartwiaj się, najważniejsze, że Twoje maleństwo jest zdrowe!

    Polubione przez 1 osoba

  6. Oj Aguś, dokładnie tak, ile razy, ja „niepotrzebnie”. Świat karmi nas tabelkami, schematami i człowiek, matka, która tak bardzo czekała na dziecko daje się w to wkręcić i potem jest jak jest.
    Nie martw się Wiki też miała asymetrie i teraz wszystko jest ok.
    No i ja też łapię się na tym, że już coś powinna i panikuje, a moje dziecko grzecznie, jak moja panika mija zaczyna robić co powinna i uczy się pilnie nowych umiejętności.
    Grunt to znaleźć w tym wszystkim spokój i opanowanie.

    Polubienie

    1. Ja wcześniej tak nie panikowałam, wiedziałam że każde dziecko rozwija się we własnym tempie, ale jak ten fizjoterapeuta tak to wszytko podsumował to ja po prostu zgłupiałam i poczułam jakbym straciła grunt pod nogami… No ale najważniejsze, że się ogarnęłam. I dobrze, że trafiliśmy potem do tamtego gościa, który zupełnie inaczej określił tą sytuację.
      Ale naprawdę, to „niepotrzebnie” już miało miejsce u mnie tyle razy… I ostatnio nawet pomyślałam sobie, że już chyba wyczerpałam limit, aż tu nagle znowu coś „niepotrzebnie” 😁😁😁

      Polubienie

      1. Dokładnie, najważniejsze że tarfailiscie w lepsze ręce. W każdym zawodzie znajdzie się ktoś, kto się do tego nie nadaje, niestety…
        A z drugiej strony, czasem lepiej niepotrzebnie, niż potem miałoby być za późno. Przynajmniej ja tak sobie tłumaczę każde „niepotrzebnie”. 😉
        A wogóle to Wesołych Świąt 🐇🐣

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s