Siadanie, ząbkowanie i diety rozszerzanie…

Witajcie :)) Baaaaaardzo dawno mnie tu nie było, to znaczy oczywiście zaglądałam do Was, czasem coś napisałam, tutaj też odpisywałam na komentarze, ale nic nowego nie potrafiłam napisać. Jakoś tak tempo naszego życia nabrało większej prędkości, ostatnio dopisuje nam piękna pogoda (czasem aż zbyt piękna, przez co zaczynam momemtami żałować, że nie mam domu parterowego…), więc korzystamy ze świeżego powietrza lub kisimy i chłodzimy się w domu, a do tego od ponad tygodnia po raz pierwszy mamy do czynienia z ząbkowaniem…

No ale od początku. Pogoda ostatnio dopisuje na tyle, że moje dziecko śpi w większości przypadków w wózku na tarasie, a mamuśka lata sobie wtedy po ogrodzie i pieli, dosadza, przycina i odmalowuje różne drewniane elementy czy konstrukcje. Lubię to, to takie odprężające, szczególnie po ostatnich trudnych nocach mojej córci…

Jak wspomniałam powyżej zaczęło się u nas ząbkowanie. Trwa to już półtora tygodnia i napewno potrwa jeszcze przynajmniej kilka dni. Zaczęło się od jeszcze bardziej intensywnego wpychania wszystkiego do buzi oraz ślinienia się, a także wieczornego płaczu. Nie wiem dlaczego, ale jakoś w dzień to wszystko jest łatwiejsze, mniej intensywne, a kiedy przychodzi wieczór ból jest jakby mocniejszy, bo płacz jest naprawdę mocny, i niekiedy aż histeryczny. Ro pewnie dlatego, że wieczorem do tego wszystkiego dochodzi jeszcze zmęczenie i mały człowiek po prostu nie umie sobie z tym poradzić.
Na chwilę obecną stosujemy żel na dziąsła Dentinox, wcześniej stosowałam go tylko na noc, teraz stosuję również rano. A w związku z tym, że nie jestem w stanie posmarować ani wymasować dziąseł małej, zakupiłam taką silikonową szczoteczkę zakładaną na palec, na nią nakładam żel i wtedy ładnie udaje mi się pomasować dziąsła. Do tego podaję kropelki Viburcol, wcześniej również podawałam je tylko po południu i na noc, ale teraz w tym najintensywniejszym okresie podaję je 3 razy dziennie tak jak jest w ulotce (próbowałam też stosować Camilię, ale niestety nie pomogła ani trochę). Schłodzone gryzaki są na najwyższych obrotach. Do tego od 2 dni Zosia ma cieknący katar, nod nosem jest wiecznie mokro, ale szczerze mówiąc lepsza taka wersja niż katar sciekający do gardła i ciągłe krztuszenie i wymioty jak kiedyś… No i nie ukrywam, że po raz kolejny aspirator podłączany do odkurzacza ratuje naszą sytuację.
Parę razy zakończyliśmy wieczór z pomocą paracetamolu… Nie lubię podawać takich leków, ale uważamy z mężem że wszystko jest przecież dla ludzi i stosowane z rozsądkiem nikomu nie zaszkodzi, a jeżeli ma przynieść ulgę w takim cierpieniu to po prostu trzeba to podać i tyle. Nocki są ciężkie, bo nie dość że ból dziąseł to jeszcze katar, który podczas leżenia zatyka nosek i wybudza ze snu… Od wczoraj widać, że dwie dolne jedynki próbują się przebić. Trzymajcie za nas kciuki aby ząbki wyszły jak najszybciej 🙏

Ogólnie Zosia staje się coraz bardziej mobilna, najpierw zaczęła przyjmować pozycję czworaczą, potem w ciągu 5 dni opanowała samodzielne siedzenie, a teraz próbuje ruszyć do przodu, tylko nie wie jeszcze, że kolana też można przesuwać do przodu tak jak ręce 😊 Salon już wcześniej zdominowały zabawki i mata małej, a teraz dodatkowo wszystkie kanty wokół jej miejsca są obłożone poduszkami i dodatkową matą i kocem, bo mimo że dziecko już potrafi samo siedzieć to czasem zdarzy się, że traci równowagę i może uderzyć się chociażby o podłogę.

Od ponad dwóch tygodni rozszerzamy dietę dodatkowo metodą BLW. Cały czas karmię Zosię łyżeczką, jednak dodatkowo średnio 2 razy dziennie podaję jej pokarm do rączki. I powiem Wam, że tak jak czasami jest to bardzo budujące, bo mała potrafi coś zjeść i ładnie rozdrabnia pokarm języczkiem, najbardziej lubi brokuły i ziemniaczki. Ale czasami po prostu serce staje mi w gardle i odechciewa mi się tej jej samodzielności… 😳 Bardzo chcę jej pozwalać na samodzielne jedzenie, wybieranie na co ma ochotę, ale ona potrafi się tak zakrztusić, że masakra… I nie ma reguły co do rodzaju, wielkości czy konsystencji. Wiem, że niektórzy są w tym pewniejsi, pozwalają dziecku na większą swobodę i mówią, że „to tylko dla nas-rodziców tak strasznie to wygląda”, ale ja po prostu robię to powoli dla jej bezpieczeństwa i mojego spokoju.
A i tak zderzyłam się już z opinią, że nie powinnam WCALE podawać dziecku takich rzeczy póki nie będzie miało zębów. Ja tylko zadałam pytanie o które zęby chodzi, bo przecież jedynkami dziecko sobie nie rozdrobni pokarmu, a na zęby trzonowe trzeba poczekać dłużej niż do roczku…
A jak było u Was z tą kwestią?

Reklamy

18 uwag do wpisu “Siadanie, ząbkowanie i diety rozszerzanie…

  1. U nas blw było szybko, ale na zmianę z łyżeczką. Jakoś nie umiałam podać zupy w kubku. Krztuszenie było, owszem, ale obserwowałam i Ryś sobie radził. W wieku 8 m-cy wcinał już pięknie makaron z pesto buraczanym😊I mnóstwo innych rzeczy. Jak miał 9 m-cy jadł sam całe jabłko. Nie miał zębów. Niestety, raz zdarzyło się nam zadławienie. Dałam mu gruszkę pokrojoną na ćwiartki. Gruszka była miękka, mimo to nie poradził sobie i kawałek utkwił mu w gardle. Na szczęście nie spanikowałam, mimo że przestał oddychać. Wyjęłam go z krzesełka i uderzałam między łopatkami, dopóki gruszka nie wypadła. A jak złapał oddech to się poryczałam. Na szczęście miałam szkolenie z 1. pomocy, polecam. Nie zniechęciło mnie to, tyle że od tamtej pory dawałam mu jabłko i gruszkę w całości, bo tak ciężko odgryźć duży kawałek, dziecko sobie skrobie owoc i to jest bezpieczne. Z Rudzikiem też mam zamiar korzystać z blw.
    Rudzik też ząbkuje 😕Polecam Ci żyrafkę Sophie. Obaj moi chłopcy ją pożerali przy wychodzących zębach.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Podziwiam Cię kochana, ja po prostu za każdym krztuszeniem mam wątpliwości… Potem znów nabieram pewności siebie, i ona znów się tak krztusi i wymiotuje i ja znów mam wątpliwości… Ale trwam w tym, mimo wszystko chciałabym aby potrafiła jeść samodzielnie i miała z tego frajdę. My 8 miesięcy już akurat mamy na liczniku, ale jeszcze wszystko przed nami i stopniowo będę realizować swój plan 🙂 a jak reagowała na to Twoja rodzina? Pytam, bo ja spotkałam się z ogromną krytyką… 😕

      Polubienie

      1. Nas nikt nie krytykowała, ale komentarze, że to niebezpieczne, że po co itd owszem, były. Ale robiłam swoje i potem słyszałam już tylko „ojej jak on pięknie je”😍

        Polubienie

    1. Dlatego u mnie jak narazie jest pół na pół. BLW to w tej chwili tylko próbowanie, jeszcze nie zdarzyło się, aby mała najadła się jedząc sama, zawsze dokarmiam ją mlekiem i to zjada taką standardową porcję, co znaczy że wcale za dużo nie zjada samodzielnie. Nazwałabym to raczej „ciumkaniem” lub wysysaniem soków 🙂 Bardzo bym chciała, aby ta metoda u nas wypaliła i aby mała przestała się tak krztusić, ale biorąc pod uwagę jej całą historię to muszę przyznać, że ma skłonności do krztuszenia od urodzenia, więc jeśli nie będzie gotowa to po prostu nie będzie jadła sama, absolutnie nic na siłę 🤷‍♀️

      Polubienie

  2. Oba moje dzieci przeszły przez etap BLW. Zaczynaliśmy jednak od papek. Na BLW przeszliśmy stopniowo jak już pewnie siedzieli i w paszczy były jakieś zęby czyli ok 9 miesiąca. Starszak parę razy się zadławił, robiłam jak Sonadora – mocne uderzenie między łopatki załatwia sprawę. Z młodszym nie miałam takich problemów. Dla mnie BLW było/jest mega wygodne. Mogę posadzić dziecko przy stole i je normalnie z nami obiad. Nie ma przepychanek kto dzisiaj karmi, kto je zimne, dziecko się nie drze bo wszyscy jedzą a nim się nikt nie interesuje. Do tego młodsze bardzo szybko zaczęło chcieć jeść to co my. Z dzidziusiowym jedzeniem pożegnaliśmy się niedługo po 1 urodzinach – nie ma bata, nie zje żadnego słoika itp.
    System mieszany miał dla mnie na początku dużą zaletę (chociaż przez ortodoksów BLW nie jest popierany) – jak gdzieś wychodziliśmy był słoik (nie w każdym miejscu dostaniesz co jedzenia coś co możesz podać małemu dziecku, w gościach też głupio narobić bajzlu – bo wadą BLW jest jednak dużo większy bajzel niż przy karmieniu łyżeczką), w domu BLW.
    Starszak przed drugimi urodzinami już chyba bez problemu jadł wszystko sam sztućcami. Z młodszym chyba będzie podobnie – na razie ma niespełna 1,5 roku – w miarę sprawnie posługuje się widelcem, z łyżeczką też idzie coraz lepiej.
    Rodzina się nie wtrącała (mimo, że babcia raz była świadkiem zadławienia) – raczej wszyscy podziwiali i chwalili jak ładnie same jedzą.
    Powodzenia – A.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję A. 😊 No ja też oczywiście BLW tylko w domu, i też z umiarem bo jednak moja dziecina od urodzenia ma skłonności do krztuszenia się nawet własną śliną, więc ja to naprawdę muszę robić powolutku. Ale próbuję i próbować będę 😊😊😊
      PS. Gdyby u nas babcia była świadkiem chociażby zakrztuszenia to bym miała tak nagadane że głowa mała 😉

      Polubienie

  3. Oh, powiem Ci że Leo ma już prawie 1 roczek i 1 miesiąc ale dalej główne posiłki są przetarte i podawane łyżeczka 😦 Co jakiś czas próbuje dać pokrojone owoce do kaszki zamiast przetartych i raz ze próbuje je od razu połykać bez przeżucia (ma 6 ząbków) dwa ze jest zły i dużo tego nie zje. Nieraz dam piętkę chleba i fajnie ja ssie. Ale jak juz dam zwykła kromkę to za chwile może zwrócić polowe w postacie dużej ilości śliny i wielu dużych nieprzeżutych kawałków 😦

    Polubienie

    1. No i nic nie zrobisz, każde dziecko jest inne. Ja Cię doskonale rozumiem, sama nie wiem jak to u nas się skończy 🤷‍♀️ Powinnam dopisać też w poście, że moja córka od samego urodzenia ma skłonności do krztuszenia się własną śliną, więc tym bardziej robię to ostrożnie. Ale też nie chcę robić nic na siłę, dla zasady itp. Jeśli będę widziała, że nie radzi sobie z innymi rzeczami, typu makaron, inne warzywa czy owoce to po prostu poczekam aż będzie na to gotowa. To tak jak z siadaniem, raczkowaniem, chodzeniem – każde dziecko ma swój czas i nie ma co porównywać.
      A czy np. zamiast kaszki z kawałkami owoców nie chciałabyś spróbować podać np. brokuła takiego ugotowanego na mięciutko? Podobno dzieci lepiej radzą sobie z tego typu pokarmem niż z tzw. grudkami w jedzeniu.

      Polubienie

      1. Doświadczenie z moimi dziećmi mam takie, że mieszanie w jednym posiłku czegoś do gryzienia z czymś gładkim (szczególnie jeśli taki posiłek zazwyczaj było gładkie) raczej się nie sprawdza. Mój starszak długo jadł np. tylko zupy-kremy, mimo że bez problemu wcinał kotleta czy jabłko. Z młodszym pod tym kątem jest trochę lepiej bo długo było bezzębne więc trochę tych normalnych zup pojadło (no i nauczona doświadczeniem po starszym po prostu takie zupy też mu robiłam). Ale i tak zazwyczaj próbuje wyciągać te kawałki warzyw, makaronu itp. z zupy i zjadać same a potem wypija płyn. Tak samo próbuje robić z płatkami w mleku.
        Wiadomo, że każde dziecko jest inne i nie ma co zmuszać go na siłę do takiego albo innego sposobu jedzenia ale miejcie z tyłu głowy, że nauka gryzienia to nie tylko kwestia jedzenia ale też ma wpływ np. na rozwój mowy (kwestia rozwoju mięśni w obrębie jamy ustnej).

        Polubienie

      2. Dzięki za radę! Będę próbowała w takim razie dawać osobno cos twardego zamiast domieszywania 🙂

        Polubienie

  4. Muszę ci powiedzieć, że u nas było tak samo, to znaczy ja też odwlekałam podawanie jej warzyw do gryzienia, bo po prostu się bałam. Tamaluga też miała tendencję do krztuszeń i wymiotów, i nie mogłam sobie wyobrazić jak to ona sama ma jeść?! Nawet przed pierwszym podaniem przecieru łyżeczką też miałam lęki! Także, wcale się nie dziwię, że się niepokoisz. No, cóż, zwyczajnie musisz to monitorować, cały czas być przy niej i tyle.
    Cieszę się, że u was wszystko gra, mała rośnie i usamodzielnia się z każdym dniem.
    Buziaki!

    Polubione przez 1 osoba

    1. To że muszę przy niej być to nawet nie podlega żadnej dyskusji, od razu przypomina mi się okres kiedy miała 1-3 miesiące i wiecznie krztusiła się własną śliną… A w trakcie snu? Nieważne czy po jedzeniu odbiła jeden czy pięć razy – w trakcie snu bardzo często coś jej się kotłowało w przełyku tak jakby pokarm cofał się z żołądka i nie mogła złapać oddechu, ile razy nawet w nocy się wybudzałam i szybko wyciągałam ją z łóżeczka 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️ A teraz kolejne wyzwanie przed nami, choć bardzo się staram nie zafiksować na tym jak to ja potrafię 😉 Po prostu wszystko we własnym tempie i na miarę możliwości. A kiedy zaczęłaś podawać Tamaludze właśnie takie jedzenie w kawałkach?

      Polubienie

  5. Pamiętam dokładnie kiedy po raz pierwszy zjadła sama trochę owocu. Miałam ją na kolanach a ona sięgnęła sobie po kiwi z talerzyka. Miała dokładnie 6 miesięcy. Potem dawaliśmy jej sporadycznie jakieś kawałki owoców, powoli przestawałam tak mocno gnieść warzywa w zupie, i tak dalej. Ale to były rzeczy miękkie. Z twardszymi jeszcze się długo wstrzymywałam. Miała jakieś 7 – 8 miesięcy, gdy zaczęła podjadać od nas, jakieś małe kawałeczki chleba, parówki, jajka, banana czy co tam znalazła.

    Polubienie

  6. Biedulka 😦 Ja wiem jak te zęby mogą umęczyć 😦 To taki straszny ból musi być dla malucha. U nas u obydwu ząbkowanie przypadło na Boże Narodzenie niestety. Tez podaliśmy Paracetamol bo tylko to działało, a ja nie chcę, żeby dziecko się męczyło.
    Ja nie stosowałam żadnej metody, nie wiedziałam w sumie, że jakieś są hahaha. Twardych rzeczy nie podawałam, bo też się bałam zakrztuszenia, ale w zasadzie od samego początku (4 miesiące) dziewczynki jadły kaszki i posiłki łyżeczką. Nigdy nie dodawałam kaszki do butelki. Mając roczek jadły same, rok z hakiem jak jadły zupę samodzielnie. Do rączki chrupki i inne miękkie rzeczy, a jedzonko z kawałkami, wiadomo, że to wspomaga mowę, więc ważne, żeby żuć, ale wszystko ugotowane, jabłuszka twardego bym nie dała ( a czasem widzę, że mamy dają tak to poogryzania) Na szczęście nigdy się nie zakrztusiły, choć Elsa ciągle kaszlała, bo za szybko jadła 😉 Misia znów napychała do buzi tyle (nadal tak robi:D) jakby ktoś miał przyjść i jej zabrać (np. jakaś Złotowłosa hahaha)
    Myślę, że każda mama wie najlepiej kiedy jest czas na wprowadzenie czegoś. Warto proponować dziecku np. picie z kubka, ale jeśli nie jest zainteresowane to można spróbować za jakiś czas.
    Rozumiem, że niedługo zacznie się etap biegów przymusowych co? :D:D No i fajnie, przynajmniej nie będziesz musiała jej tyle nosić (mam na myśli też takie przenoszenie z pokoju do pokoju)

    P.S. Dziecko ma bardzo mocne dziąsła, ze wszystkim sobie poradzi. Wiem to, bo kilka razy ćwiczyły te dziąsełka na nas 😛

    Polubienie

    1. Ja widzę, że moja po prostu na wiele rzeczy potrzebuje więcej czasu niż inne dzieci, patrz chwytanie zabawek, siadanie, raczkowanie, samodzielne picie… Więc myślę, że do wszystkiego dojrzeje tylko pewnie chwilę później niż rówieśnicy 🤷‍♀️ No i ja nie mam zamiaru naciskać, tak jak mówisz proponować owszem, ale nie naciskać. Kubkiem moje dziecko nie jest totalnie zainteresowane, dlatego daję jej do picia bidon ze słomką, to o wiele lepsze rozwiązanie niż butelka lub niekapki (choć przyznaję, że na początku sama przez chwilę taki stosowałam). A odnośnie dalszego biegu wydarzeń w kwestii jedzenia i biegów przymusowych właśnie wczoraj napisałam nowy post, który rozwija bardziej te tematy hihi 😁

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s